Blog Andrzeja Szczęśniaka

O paliwach - na chłodno

Archiwum: styczeń 2008

2008-01-31 8:10

Amber? To chyba dla zmylenia przeciwnika…

Po wypowiedzi premiera Pawlaka, kolejny raz słychać o planach wizyty premiera Tuska w Moskwie. Jak pisze red. Bielecki z Brukseli, rurociąg Amber ma być odpowiedzią na Nord Stream.

Donald
Tusk podczas spotkania na Kremlu 8 lutego zaproponuje Władimirowi
Putinowi budowę gazociągu przez republiki bałtyckie i Polskę o połowę
tańszego niż pod Bałtykiem
- dowiaduje się “Dziennik”.W przeciwieństwie do istniejącego rurociągu Jamał, proponowany przez
polskiego premiera gazociąg przebiegałby w całości przez kraje UE -
Estonię, Łotwę i Litwę, Polskę i Niemcy. Według ekspertów
wypowiadających się dla “Dziennika” daje to gwarancję, że w odróżnieniu
od Białorusi czy Ukrainy, kraje te nie będą zawyżać opłat tranzytowych
czy wstrzymywać przesyłu gazu, bo muszą respektować europejskie prawo
energetyczne.

Asem Tuska podczas rozmowy z Putinem, jest zdaniem gazety, różnica kosztów projektu.
Polscy eksperci obliczają, że koszt gazu dostarczanego do Niemiec drogą
lądową będzie dwukrotnie mniejszy, niż jeśli rurociąg zostanie
poprowadzony po dnie Bałtyku.

Lekko przetarłem oczy ze zdziwienia. Chociaż nie powinienem, gdyż już wcześniej zapowiadał to premier Pawlak.

Jednak wciąż mam nadzieję, że to tylko mylenie tropów i z prawdziwą
(sensacyjną…) propozycją pan premier Tusk wyjdzie dopiero na
spotkaniu z prezydentem Putinem. Na to wskazywałby zasada nie
wykładania kart przed rozgrywką…

Moje zdziwienie bierze się stąd, że projekt Amber jest bardzo
enigmatycznym pomysłem, o którym mogę wygłosić z dużą dozą pewności
następującą tezę:


Amber nie ma szans powodzenia
Dlaczego?

Krótko o historii tego pomysłu (trudno używać słowa “projekt”, gdyż żadnych kształtów realnych nigdy nie przybrał). O rurociągu “Amber” dużo od wielu lat “rozmawiano”.
Jego początki pochodzą z zupełnie innego projektu: za AWS-u “myślało
się” o nim jako o możliwości transportu gazu, ale… z Morza Północnego
do Polski, a dalej - do krajów bałtyckich. Rozpoczęto prace badawcze
i… nic. Wyglądał on mało realnie, gdyż transport duńskiego gazu na
wschód przypomina “wożenie drewna do lasu”.

Dopiero nieco później pomysł zmienił kierunek dostaw (z Rosji na
zachód), nie nabierając jednak bardziej konkretnych kształtów. Teraz
pojawił się jako konkurencja wobec Nord Stream.

To projekt ponad politycznymi podziałami - popierany przez rząd SLD w 2005r.: 31 sierpnia 2005 resort gospodarki informował, że “Ministerstwo popiera natomiast budowę drugiej nitki gazociągu Jamał i gazociągu Amber, biegnącego przez kraje bałtyckie”.

Także przez PiS (17.01.2006): “pełnomocnik
rządu do spraw dywersyfikacji dostaw ropy naftowej i gazu Piotr
Naimski: Wśród możliwych rozwiązań jest powrót do budowy drugiej nitki
gazociągu jamalskiego lub ułożenie magistrali Amber przez Estonię,
Łotwę, Litwę do Polski, i dalej do Europy Zachodniej. Na korzyść
drugiej opcji przemawiają także koszty inwestycji. Według ekspertów,
projekt gazociągu po dnie Bałtyku będzie dwa-trzy razy droższy od
budowy drugiej nitki magistrali Jamał-Europa przez terytorium Polski”
.
Jednak rząd PiS-u nie interesował się zbytnio współpracą z Rosją, więc
projekt nie był forsowany. Obecnie pomysł odrodził się pod rządami PO i
PSL jako kontr-oferta dla Nord Stream.

Bo cóż w rzeczywistości “Amber” oznacza dla Rosjan, Niemców i
Holendrów? Przy proponowaniu nowych rozwiązań trzeba pamiętać o pewnych
uwarunkowaniach. Opiszę jedno polityczne i jedno gospodarcze.

1. O trasie rurociągu głos decydujący mają dostawcy i odbiorcy gazu.
Próby zmuszenia Rosji i Niemiec do zmiany trasy z jednoczesnymi
oświadczeniami prezydenta Kaczyńskiego, że “naszym celem jest, by biegł on przez Polskę
- wyglądały na polityczne wymuszanie naszych warunków, czyli szantaż.
Tak też odbierane jest rozgrywanie argumentów ekologicznych przez
Polskę.

Jest to ważny aspekt, gdyż priorytetem budowy Nord Stream jest zminimalizowanie wpływu państw tranzytowych.
Można nazywać to “upolitycznieniem”, ale wystarczy spojrzeć, o ile
taniej gaz kupują w Rosji tak ważne kraje tranzytowe jak Białoruś czy
Ukraina, by zdać sobie sprawę z ekonomicznego wymiaru siły państw
pośredniczących w dostawach. Dlatego wszelkiego rodzaju naciski mogły
tym bardziej zniechęcać Rosjan i Niemców (a dzisiaj i Holendrów) do
rozmów. Dzisiejsze pomysły pani premier Tymoszenko podniesienia taryf
tranzytowych prawie 6-krotnie - nie nastraja odbiorców gazu do ulegania
naciskom państw tranzytowych.

Propozycja premiera Tuska nie wnosi nic pozytywnego dla dostawców czy odbiorców gazu z Nord Stream. Zmienia uzależnienie od Ukrainy na uzależnienie od krajów bałtyckich. Konflikty Rosji ze swoimi dawnymi republikami są powszechne znane. Ostatnie żądania Prezydenta Adamkusa 28 miliardów $ rekompensat od Rosji za okupację - są potężnym argumentem, by unikać tego regionu w tak strategicznych inwestycjach.

Politycznie więc, pomysł “Amber” pogarsza sytuację przede wszystkim Rosji, ale także odbiorców. A co z ekonomią?

Dwa lata temu twierdzono (17.01.2006): “Według
ekspertów, projekt gazociągu po dnie Bałtyku będzie dwa-trzy razy
droższy od budowy drugiej nitki magistrali Jamał-Europa przez
terytorium Polski”
. Dzisiaj eksperci mówią to samo. Ale mówią bez
żadnych konkretów, gdyż w sprawie “Amber” nie wykonano nawet studium
opłacalności. Powtarzanie kwot - 2,5 miliarda $, które są od kilku lat
takie same, gdy przez ten czas koszty budowy rurociągów wzrosły
znacząco… no, delikatnie mówiąc - nie jest przekonujące.

To dobrze, że dzisiaj podnoszone są aspekty ekonomiczne. Jest to
odtrutka na ciągle powtarzaną tezę, że jest to “projekt polityczny”.
Jednak kalkulacja ekonomiczna musi być poważna. Nie można w takich
sprawach blefować.

Po pierwsze koszty 12 miliardów $ nie odnosi się jedynie do części
morskiej. Na część morską przypada 5,7 mld$, na część lądową w Rosji -
6 mld$. Tak więc “Amber” można porównywać z częścią morską. A i to
porównanie wydaje się poważnie “naciągnięte”.

Po drugie rurociąg to nie tylko koszty budowy:

Wg tej analizy

- nakłady kapitałowe (CAPEX) rurociągu Nord Stream są wyższe o 30%.
- koszty operacyjne (OPEX) rurociągu morskiego są niższe od naziemnego
w stosunku 100 do 190. (przyjęto 25 lat jako okres obliczeń)
- koszty sumaryczne rurociągu Nord Stream są 15% niższe od alternatywy lądowej.

Nie można operować tylko kosztem budowy. Trzeba brać po uwagę
operacyjne koszty funkcjonowania (opex). Oczywiście Polska jest tym
zainteresowana, bo są to pieniądze za przesył gazu przez teren Polski.
Ale argumenty nie mogą być nierealistyczne (delikatnie mówiąc). A
premier Donald Tusk mówił ostatnio tygodnikowi “Newsweek” o
“trzykrotnie droższym niż rurociąg przez Polskę”.

Podsumowując: myślę, że rząd Polski jest w sytuacji, gdy
politycznie nie może “zejść z linii” bezpieczeństwa energetycznego i
krytyki “Nord Stream”. Że zostałoby to odebrane jako “zdrada” i
wykorzystane przez opozycję. Jedna jest droga donikąd.
Skazująca nas jedynie na konflikty i straty. Jedyną szansą na radykalną
zmianę byłby odwrót od złej tradycji ostatnich lat przez urealnienie polskiej polityki energetycznej. Lepiej porzucić nierealne cele (blokowanie gazociągu przez Bałtyk) i wypracować realne korzyści, które Polska może wynegocjować od Rosji. Oczywiście oferując w zamian inne korzyści.

Jak już raz pisałem -
bardzo pilne jest odwrócenie fatalnych skutków negocjacji PGNiG z
Gazpromem z listopada 2006. Polska płaci za tę sytuację potężne
pieniądze - nieoficjalnie padają kwoty rzędu 340 mln $ w 2007r.. A jest to sytuacja, którą obecny minister skarbu - Aleksander Grad zna doskonale. Sam zwracał się
do ministra Jasińskiego z zapytaniem poselskim w tej sprawie. Choćby tę
sprawę trzeba podnieść i wygrać. To jest sprawa bardzo realna. Za taką
kwotę corocznie można postawić jeden gazoport.

Mam także kilka innych propozycji, ale uważam, że nie należy zgrywać
tych niewielu kart, które są w polskich rękach. Gdyby było trzeba -
jestem do dyspozycji. Ale bez większych nadziei na odzew.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
 

- - - - -
grafiki: Gazeta Wyborcza i Nord Stream


2008-01-20 22:54

Południowy Potok omija Polskę

Na początek kilka faktów:

1. Bułgaria podpisała z Rosją umowę, która przewiduje budowę
rurociągu „South Stream” przez Morze Czarne i terytorium Bułgarii.
Wartość projektu zostanie dopiero określona po przeprowadzeniu analizy,
jednak wstępnie podaje się kwotę 10 miliardów dolarów.

2. Prace i negocjacje trwały do ostatniej chwili. Wstępne ustalenie
podziału akcji przewidują podział 50/50 własności i zarządzania
rurociągu w Bułgarii.

3. Umowa nadała realnych kształtów porozumieniu Gazpromu i włoskiej
ENI z grudnia 2007 o budowie 900-km rurociągu przez Morze Czarne, gdzie
przewiduje się kładzenie rury na głębokości 2 tysięcy metrów. Z brzegu
Bułgarii przewiduje się budowanie dwóch nitek: jedna na północ: Węgry i
Austria, druga na południe – do Włoch.

Przez powołanie spółki budującej rurociąg naftowy Burgas -
Aleksandropoulis przypieczętowany został także wspólny z Grecją
projekt, dzięki któremu rosyjska i kazachska ropa ominą Bosfor w drodze
na rynki światowe. Rosji już wcześniej udało się osiągnąć porozumienie
z Kazachami o przeznaczeniu części eksportowanej ropy właśnie tym
szlakiem, w zamian wyrażając zgodę na zwiększenie eksportu rurociągiem
CPC przez terytorium Rosji.

Ze strony USA na kilka dni przez wizytą, ambasador USA w Bułgarii
John Beyrle wsparł aspiracje Bułgarii do posiadania większościowych
udziałów w przedsięwzięciu. Także tuż przed wizytą zastępca sekretarza
stanu ds. energii Matthew Bryza stwierdził, że „rurociąg jest za drogi
dla Bułgarii”, podając że jego koszty będą wynosić nawet 15 – 30 mld $.

Kilka sów komentarza:

1. Podpisane porozumienia rządowe między Rosją a Bułgarią posunęło
znacząco realizację rosyjskiej strategii pozostania „gwarantem
bezpieczeństwa energetycznego Europy”, jak ją określił prezydent Putin
tuż przed wizytą. Po wejściu w fazę realizacyjną północnego szlaku Nord
Stream przez Bałtyk, zaczyna nabierać realnych kształtów szlak
południowy, czyli South Stream przez Morze Czarne. Te dwa gazociągi
mogą dostarczyć do Europy nawet do 85 mld m3 rocznie gazu.

2. Kończąc swoją kadencję prezydent Putin, „domknął” swoją strategię
budowy rurociągów, umożliwiających niezakłócony (sporami z państwami
tranzytowymi) eksport rosyjskiego gazu i ropy do Europy i na rynki
światowe. Polityka rosyjska odniosła sukces, który umożliwiły przede
wszystkim sprzyjająca koniunktura światowa, dająca Rosji i jej
przedsiębiorstwom ogromne dochody, ale także wykorzystanie ogromnych
potrzeb krajów Unii na gaz ziemny.

3. Bułgaria miała poważny dylemat między dochodami z udziału w
projekcie i przyszłymi dochodami z tranzytu a naciskami na
“uniezależnienie się” energetyczne od Rosji. Wybrała dochody udział w
projekcie tej wielkości to stały przepływ gazu i zyski z tranzytu, ale
także potężny zastrzyk dla krajowych producentów, którzy mają
zagwarantowany udział w dostawach rur czy pracach przy rurociągu.
Wystarczy przyjrzeć się, jak niebywałej koniunktury doświadczają
obecnie rosyjskie i niemieckie formy pracujące dla projektu Nord
Stream.

4. Warto podkreślić, że bezpieczeństwo energetyczne Bułgarii znacząco się poprawi.
Bułgaria już jest w dużym stopniu zależna od Rosji (2,85 mld m3 importu
z Rosji na 3 mld konsumpcji). Ocenia się, że uzależnienie to może
wzrosnąć. Jednak zostanie ono bardzo mocno zrównoważone pozycją
Bułgarii jako kraju tranzytowego. Przez terytorium Bułgarii, jeśli
projekty się urzeczywistnią, będzie przepływać do 50 mln ton ropy
(ponad dwukrotnie więcej niż zużycie w Polsce) i 30 miliardów metrów
sześciennych gazu (dwukrotnie więcej niż zużycie w Polsce). Przepływ te
będą 20-krotnie większe niż zapotrzebowanie Bułgarii. Nie będzie to
pozycja tak mocna, jak dzisiaj Ukrainy (cena rosyjskiego gazu to 60%
ceny europejskiej) czy Białorusi (cena gazu 40% ceny europejskiej),
gdyż Rosja będzie miała zrównoważone kanały eksportu, nie będąc
uzależniona w tak dużym stopniu od krajów tranzytowych jak dzisiaj.
Jednak pozycja przetargowa i bezpieczeństwo energetyczne Bułgarii
wzrośnie znacząco, tak samo jak stały strumień gotówki za transfer
gazu.

5. Włosko-rosyjska inicjatywa “Południowy Potok” jest zagrożeniem
dla popieranego przez Unię i USA rurociągu Nabucco z rejonu
kaspijskiego do Austrii. Jednak perspektywy tego projektu są od dawna
bardzo niepewne. Konkurencyjny rurociąg rosyjski ma wobec niego jeden
podstawowy atut: pewne zaopatrzenie w gaz, którego brak jest projektowi
Nabucco. I nie pomogą tutaj deklaracje polityczne i wsparcie samego
komisarza ds. Energii UE, Andrisa Piebalgsa, który 25 czerwca 2007 wraz
z ministrami energii Turcji, Bułgarii, Rumunii, Węgier i Austrii
podpisał deklarację wsparcia tego projektu. Oprócz tego podstawowego
problemu – coraz większym zagrożeniem dla takiego projektu są apetyty
krajów tranzytowych, głównie Turcji, która w 1987 roku nie zużywała
prawie nic gazu, dzisiaj zużywa go dwa razy więcej niż Polska.

6. Los także sprzyjał rosyjskim staraniom. Ostatnie wydarzenia
potwierdziły wizerunek Rosji jako stabilnego i bezpiecznego dostawcy do
Europy. Odcięcie dostaw gazu przez Turkmenię Iranowi, spowodowało
zmniejszeni dostaw z Iranu do Turcji, Turcja z kolei ograniczyła
dostawy do Grecji. Z pomocą w postaci dodatkowych dostaw gazu
pospieszył… Gazprom. Pokazuje to europejskim konsumentom, jak
niepewne jest bezpieczeństwo dostaw z rejonu kaspijskiego i Iranu. Z
drugiej strony żądania Ukrainy podniesienia taryf przesyłowych ponad
pięciokrotnie uświadamia Europie, jakim wciąż problemem są kraje
tranzytowe. Dlatego atrakcyjność rosyjskiego projektu rośnie, jak i
przeświadczenie o wiarygodności Gazpromu jako dostawcy.

7. Budowa tego rurociągu osłabi pozycję i siłę negocjacyjną Turcji,
która jako pierwsza weszła w porozumienie z Rosją, umożliwiając jej
ominięcie Ukrainy i Białorusi jako krajów tranzytowych w eksporcie
gazu. Projekt „Blue Stream” (koszt – 3,2 mld $) zakończył się sukcesem,
jednak twarda pozycja Turcji w negocjacjach spowodowała, że rurociąg
nie jest w pełni wykorzystany.

8. Na koniec kilka słów o Polsce. Domknięcie rosyjskiej strategii
poprowadzenia rurociągów wprost do konsumentów w Europie, z pominięciem
niepewnych krajów tranzytowych (w tym Polski) przesądza, że straciliśmy
ogromną szansę wykorzystania swojego położenia geograficznego i
odgrywania roli liczącego się kraju tranzytowego. Gdy była taka
możliwość, postawiliśmy wyżej od naszych interesów - obronę pozycji
Ukrainy. To ogromna strata - tak gospodarcza jak i obniżenie
bezpieczeństwa energetycznego. Im bowiem więcej rosyjskiego gazu
płynęłoby przez Polskę, tym bylibyśmy bardziej bezpieczni i bardziej
zasobni.

Teraz trzeba myśleć o nowych możliwościach, które może przynieść
rozwój wypadków. Za trzy lata tuż koło polskiej granicy pojawi się 27
mld m3 gazu. To dwa razy więcej niż Polska konsumuje. Z drugiej strony
popyt w Europie nie rośnie tak szybko, jak się spodziewano. To niesie i
zagrożenia i szanse dla Polski. Od naszej sprawności zależy, czy
odniesiemy korzyści (oby tak było), czy doświadczymy porażki (jak
niestety było dotychczas).

 

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
- - - - - -

grafiki: Die Zeit i źródło: ENI.


2008-01-17 18:00

Gazowe komplikacje na Ukrainie

Wizyta pani premier Tymoszenko w Rosji zapowiadana na 23 stycznia, jest dla niej kluczowym elementem w realizacji wyborczych obietnic. Może też okazać się poważnym starciem, gdyż już dziś doprowadziła do napięcia wokół ukraińskiego sektora gazowego.

Gaz dostarczany jest do Ukrainy przez firmę RosUkrEnergo, którą pani premier obiecuje wyeliminować z ukraińskiego rynku, co głośno zapowiadała w czasie i po kampanii wyborczej, przywołując walkę z korupcją jako argument. Zapowiedzi działań rządu (np. anulowania koncesji UkrGazEnergo) także prowadzą do stanu niepewności i oczekiwania. Umowy na dostawy gazu z odbiorcami przemysłowymi nie są obecnie podpisywane.

Jednak sytuacja w ukraińskim sektorze gazowym jest wyjątkowo skomplikowana i gwałtowne ruchy mogą spowodować nieoczekiwane konsekwencje. Umowę rosyjsko – ukraińską podpisał jeszcze 5 grudnia 2007 r. minister Bojko z poprzedniego rządu. Kontrakty podpisały Gazprom i Naftohaz Ukrainy, a na dostawy gazu umówiły się RosUkrEnergo i UkrGazEnergo. Ta ostatnia dostarcza gaz z granicy (nabywany po cenie 179,5 $/1000m3) odbiorcom przemysłowym. Ceny te i koszty zakupu przez ukraiński przemysł są znacznie niżej niż cena sprzedaży gazu przez Gazprom do Europy (także do Polski).

W odpowiedzi na próbę usunięcia z rynku - RosUkrEnergo dowiodło rządowi Ukrainy, że musi się liczyć z konsekwencjami. Aby zapewnić nieprzerwane dostawy, firma musiała zakupić od początku roku 740 mln m3 gazu po 314,7 $/1000 m3 od Gazpromu. Powodem jest wyjątkowo ostra zima w Azji Centralnej, z której obecnie nie dochodzi do Ukrainy 1/3 importowanego gazu - 40 mln m3/dziennie. Powód jest wiarygodny, gdyż dzisiaj Turkmenia nie dostarcza także gazu do Iranu, Iran do Turcji, Turcja do Grecji. Te upadające klocki domina ratuje… Rosja.

Gazprom bowiem ma gaz, zwiększa więc dostawy i zasila Turcję i Grecję, a dzisiaj także Ukrainę. Jednak jest to gaz o 75% droższy. Nie wiadomo jeszcze, czy tą ceną obciążeni zostaną ukraińscy odbiorcy, bo kwota 100 mln $ powinna dać do myślenia nowemu rządowi, który zapowiada rewizję umów gazowych z Rosją. Chce powrotu do sytuacji sprzed kryzysu w 2006 r., gdy bezpośrednie kontrakty z Turkmenią zostały zastąpione dostawami RosUkrEnergo, spółki, wokół której toczyło się wiele politycznych sporów.

Rząd Ukrainy chce także zablokować dostęp UkrGazEnergo - 50%-owej spółki RosUkrEnergo i Naftohaz Ukrainy - do rynku gazowego, odbierając firmie koncesję. A ta posiada duży udział w rynku (monopol na dostawy do odbiorców przemysłowych) oraz … poważne zadłużenie wobec dostawcy (RosUkrEnergo) wysokości 830 mln $, które realnie są długami wobec Gazpromu. Także próba wyeliminowania pośredników może spowodować poważne kłopoty wśród odbiorców gazu na Ukrainie.

Ukraina w ramach przygotowań do negocjacji zapowiada zmianę taryf za przesył gazu. Plotka głosi o podwyżce z $1,7 do $9,32. Byłyby to najwyższe stawki rurociągowe na świecie, i w dodatku wbrew podpisanym już umowom (zwiększyły one koszt przesyłu z 1,6 do 1,7 $/1000m3/1000km), ale jako pozycja wyjściowe umożliwia “elastyczne” zachowania w negocjacjach. Zmiana ta warta jest dla Ukrainy ponad 7 mld$ rocznie, gdyż dzisiaj otrzymuje niecałe 2 miliardy $ w opłatach, podwyższenie stawki oznaczałoby $9 mld.

Brak realizmu ukraińskich propozycji może oznaczać determinację w realizacji celów politycznych, jakie zadeklarowała, czyli „ukraiński przełom (proryw)”, wejście do Unii Europejskiej czy NATO, a także niezależność energetyczna Ukrainy. Przez wiele lat Julia Tymoszenko zajmowała wrogą postawę wobec Rosji, wspierała „energetyczne NATO”, była ścigana rosyjskim listem gończym za udział w interesach energetycznych, że dzisiaj bardzo trudno będzie jej znaleźć wspólny język z Gazpromem – czytaj… z Rosją. Ostudzić zapały polityczne może realna groźba, że na skutek tych rozgrywek trzeba będzie ogłosić podwyżki cen gazu, a to będzie cios w wiarygodność polityczną pani premier.

Pytanie, czy scenariusz ze stycznia 2006 powtórzy się? Czy Europa będzie znów drżeć, może nie z zimna, ale ze strachu przed “zakręceniem rosyjskiego kurka”? Mało prawdopodobne. Sytuacja dzisiaj jest dużo bardziej skomplikowana, umowa dostaw na cały rok podpisana, więc gdyby Julia Tymoszenko ją wymówiła - jej intencje nie byłyby jasne, a odbiór takich działań na zachodzie nie byłby tak jednoznaczny jak to było 2 lata temu.

 

Andrzej Szczęśniak

blog paliwowy szczesniak.pl
 

 


2008-01-15 20:21

Unijne dylematy biopaliwowe

Biopaliwa znalazły się w punkcie przełomowym. Unia Europejska coraz poważniej zastanawia się, czy kierunek obrany przez nią - jest właściwy.

Przypomnijmy: w marcu 2007 Komisja Europejska przyjęła, że podniesiony zostanie poziom użycia biopaliw z ówczesnych 2% do 10% w roku 2020. Celem było zmniejszenie zależności krajów Unii od importu ropy i zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych.

Poziom 10% ma być obowiązkowy (chociaż nie ustalono, jakie limity krajowe zostaną przydzielone, o które w tych dniach toczy się walka) pod warunkiem, że gdy biopaliwa drugiej generacji będą osiągalne na skalę przemysłową.

Skąd takie warunki? Z powodu narastających wątpliwości wobec biopaliw uzyskiwanych z produktów żywnościowych.

Otóż komisarz unijny ds. środowiska, Stavros Dimas, oświadczył (tu można posłuchać), że biopaliwa czynią więcej szkód środowisku niż pożytku. Uważa on, że entuzjazm dla biopaliw wśród europejskich oficjeli rozpływa się wobec narastającej ilości dowodów, że ekologiczne dobrodziejstwa biopaliw są przeszacowane. Uważa on, że lepiej nie osiągnąć założonych celów niż spełnić je kosztem strat środowiskowych, np. wycinania lasów. Kryteriów, które mają obowiązywać, jeszcze nie znamy, choć jest już dostępny projekt dyrektywy. Ta propozycja zakłada wprowadzenie bardzo restrykcyjnych ograniczeń i warunków środowiskowych, uznając stosowanie innych za bezprawne. Mają się stosować do produkowanych w Europie jak i importowanych biopaliw. Przewidują utrzymanie obowiązkowego celu 10% w 2020 roku, choć już dzisiaj wiadomo, że cel 5,75% w roku 2010 nie zostanie osiągnięty.

Decyzja ta została podjęta pod naciskiem grup walczących o środowisko (jak WWF, Friends of the Earth), które krytykowały fakt, że Unia pozwala na masowy import biopaliw z Azji (Malezja), gdzie dochodziło do rabunkowego wycinania lasów tropikalnych. W niedawnym swoim stanowisku 17 takich organizacji określiły dzisiejszą politykę jako “katastrofę ekologiczną” i wezwały Unię do zarzucenia obligatoryjnych wskaźników do czasu wprowadzenia restrykcyjnych warunków, chroniących środowisko.

Nie bez znaczenia są także problemy społeczne, spowodowane znaczącym wzrostem cen żywności, którego jednym z powodów było zwiększenie popytu na surowce dla biopaliw. Na przykład na olej palmowy jest taki popyt, że największy na świecie eksporter - Malezja - musiała wprowadzić racjonowanie sprzedaży oleju ze względu na drastyczny wzrost jego ceny i powszechne braki w sprzedaży. Po prostu zapotrzebowanie zagraniczne tak wzrosło, że olej jest szmuglowany za granicę jako surowiec do produkcji biodiesla.

Komisja znajduje się w trudnej sytuacji między działaczami środowiskowymi a rolniczymi i lobby przemysłu biopaliwowego. 23 stycznia 2008 zobaczymy, jakie propozycje przedstawi Rada.

Trudno oceniać dzisiaj, jaki z tego wyjdzie ostateczny dokument, jednak już dzisiaj można powiedzieć, że Polska powinna przemyśleć swój ostry marsz w kierunku biopaliw. Może się bowiem okazać, że zmierzamy w kierunku, który przyniesie szkody tak naszej gospodarce (koszty), kierowcom (jakość paliwa) jak i środowisku.

Warto także zapoznać się z ciekawym dokumentem Parlamentu Europejskiego. Pokazuje on, w jakim kierunku i jak daleko idą oczekiwania eurodeputowanych w sprawach ekologii i redukcji emisji CO2.
Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl


2008-01-03 17:29

Ropa przebiła 100$

No i stało się. Notowania papierów ropy naftowej przebiły sufit. Bariera 100$ za baryłkę została pokonana. Ropa z dostawą na luty podskoczyła 2 stycznia 2008 o $4.02 (4,2%), do $100 za baryłkę o 12:10 na New York Mercantile Exchange. Była to najwyższa cena w historii handlu odkąd NYME istnieje (od 1983 roku). Później cena obniżyła się do 99,62 na koniec dnia.

Jak wyjaśnić - czemu ropa, której wydobycie kosztuje kilka - kilkanaście dolarów - osiąga cenę 100 dolarów?

Praktycznie wszystkie wyjaśnienia, jakie padają przy okazji tego wydarzenia, są natury politycznej bądź finansowej. Jako przyczyny wymienia się:

# Nigerię – rozruchy, w czasie których zginęło kilkanaście osób – jednak było to wydarzenie bez konsekwencji, a kraj ten przyzwyczaił już wszystkich do ciągłych napadów przez „rebeliantów’, którzy porywają pracowników firm naftowych.. najczęściej dla okupu. Nic takiego nie stało się choćby podobnego do wydarzeń z 2006 roku, gdy na skutek ataku na instalacje Shella – ograniczono wydobycie ropy o 0,5 mln bbl dziennie.

# Pakistan i zamach na Benazir Bhutto – jedyny problem tego wytłumaczenia to fakt, że z Pakistanu nie płynie nawet kropla ropy na rynek światowy. A nawet z jego okolic.

Cokolwiek by się działo, choćby się wydarzało regularnie i od lat – powoduje wzrost ceny. Tak to jest, gdy rynek jest tak rozspekulowany, jak dzisiaj rynek ropy naftowej.

Jako jeden z powodów przywoływana jest teoria Peak Oil, zakładająca obecne wyczerpanie zasobów ropy i następujący już szybki spadek wydobycia. Apokaliptyczne sceny zapowiadane przez zwolenników tej teorii, z chęcią podchwytywane przez media, utrwalają się w świadomości społecznej, choć fakty zaprzeczają twierdzeniom jej zwolenników od lat. Wystarczy przejrzeć ich przewidywania sprzed 20 czy 10 lat. Także ten argument zaliczyłbym do sfery psychologii społecznej (w masowo-medialnym wydaniu).

Z pewnością faktem psychologicznym są prognozy cenowe, które masowo wieściły na koniec ub. roku duże wzrosty cen. Te prognozy odzwierciedlają zapotrzebowanie publiczności na sensację, więc włącza się sprzężenie zwrotne – nagłaśniane są „oczywiste” wzrosty ceny ropy, nie ma popytu na opinie inne (czego ostatnio doświadczyłem – przyznaję z uśmiechem, że szkoda na mnie pracy dziennikarza). Ci, którzy się chcą „przebić do mediów”, podbijają stawkę… itd. itd. Zapowiedzi wysokich cen było ostatnio – bo koniec roku – bardzo dużo.

Od najpoważniejszych, czyli amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA), która przewiduje wzrost cen do średniej rocznej 80 #/bbl, do najmniej poważnych.

Jest jeden wyjątek – zmniejszające się zapasy magazynowe, które osiągnęły najniższy poziom od trzech lat. Ten argument może zrobić wrażenie na kimś, kto ceni sobie fundamentalne wyjaśnienia procesów gospodarczych. Jednak może też być wykorzystany do wprowadzania w błąd. Wszyscy traderzy wiedzą, że rynek jest w fazie backwardation, co krótko mówiąc znaczy, że futures na odleglejsze terminy są tańsze niż zakupy spotowe. Co to oznacza dla firm, chcących trzymać zapasy? Że taniej jest kupić papiery z wykupem np. za rok, niż kupować towar i trzymać go w magazynach. Dlatego w fazie backwardation tylko firmy nie liczące się z groszem zwiększają swoje stany magazynowe. A takie jak wiadomo, długo nie istnieją.

Dlatego patrząc na przebicie się cen przez sufit 100$ za baryłkę, mogę stwierdzić jedno: Jest wiele powodów wzrostu cen ropy. Jednak dzisiaj odgrywa największą rolę

SPEKULACJA

Duży to temat, by wyjaśnić i uzasadnić moją tezę, więc pozwolę sobie narazić cierpliwość czytelników mojego bloga i szczegółowe wyjaśnienia przedstawię trochę później.

Po pierwszym udanym ataku na “psychologiczną” barierę 100 $ za baryłkę - z pewnością nastąpią kolejne.
Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
Więcej:
Ropa naftowa po 90$
Ropa po 88$ - TOK FM
Ropa blisko 80$