Blog Andrzeja Szczęśniaka

O paliwach - na chłodno

Archiwum: październik 2007

2007-10-30 6:36

Popyt - przewidywany - ciągnie ceny ropy w górę

W poniedziałek 29 października 2007 - ceny ropy są wyższe o 20% niż 20 dni temu i 10% wyższe niż w ostatnią środę. Wzrost ten trudno czymkolwiek wytłumaczyć, żadne z czynników, podawanych jako powody - nie wpłynęło na popyt, podaż czy dostępność ropy.

Dzisiaj powodem wzrostu cen było zamknięcie portów przyjmujących ropę i instalacji wydobywczych w Zatoce Meksykańskiej (600 tys. bbl/d).  Powód? Wiatry dochodzące do 100 km/h.

Powodem ostatnio jest także jak zwykle słaby dolar, który utrzymuje się na rekordowych notowaniach wobec Euro ($1.4443 - najsłabszy od 1999 roku).

I są oczywiście powody mniej wymierne. Obawy - tym razem o zaopatrzenie na zimę (“supply concerns ahead of the Northern Hemisphere winter”).  “Fears, concerns” - to najczęściej odmieniane słowo w czasie ostatnich prawie już 5 lat wzrostu cen. Kiedy ustąpią?

Jednak ceny ciągną w górę, a gracze myślą już o spadkach, gdyż “wzrost stracił swoją dynamikę”. Obawa, że mamy do czynienia z “oil bubble” - coraz bardziej się rozszerza.

Jednak warto przypomnieć badanie oczekiwań graczy z końca września - wtedy znacząca większość spodziewała się spadków. A nastąpiły niebotyczne wzrosty cen. Co się dzieje?  Odpowiedź jest trudna do przyjęcia - wszystkie te hipotezy sprawdzają się tak naprawdę tylko przez jeden dzień. Jeśli popatrzeć w przeszłość to widać, że żadne z tych obaw nie spełniła się, a ceny dalej ciągną w górę.

Nie sposób więc nie zgodzić się z fachowcami. Ciągły wzrost cen zadziwia nawet najbardziej doświadczonych graczy. Pewien broker z giełdy ICE (dawniej IPE) w Londynie stwierdził:

cytuję Platts    “[We] need some sobriety in the market,” a London-based broker said. “Not a lot is making sense at the moment”.
- - - - -
“Na rynku potrzebne jest trochę spokoju i trzeźwości.  To wszytko, co się teraz dzieje -  nie ma sensu”.

Oczywiście anonimowo, bo przecież nie można takich rzeczy mówić wprost, znaczyłoby, że nie rozumie się reguł gry, w której się uczestniczy. Ale niestety tak jest - oczy szeroko otwarte z wrażenia, jedynie przy telewizji można analizować kolejne powody wzrostu cen.

Tak naprawdę jest kilka powodów do wzrostu cen - głównym jest <b>popyt</b>.  Wystarczy popatrzeć na tę ilustrację szacunków Międzynarodowej Agencji Energii, by zrozumieć, że świat oczekuje (a przede wszystkim traderzy) na powtórzenie się tego, co stało się w 2004 roku. Wtedy to popyt wzrósł o 2,7 mln baryłek, czyli o 3%. Wyczerpało to całkowicie wolne moce wydobycia ropy (“spare capcity”). OPEC w 2002 roku miało 6 mln bbl/d, a w 2005 roku tylko 1 milion.

W 2004 roku zrost cen był ogromny. Po “odpoczynku” lat 2005 i 2006, gdy popyt zelżał trochę, widzimy, że obecny rok jest już rokiem powrotu “wielkiej konsumpcji” Chin i Azji a także (nie docenianych) krajów arabskich. To właśnie Chiny i kraje Zatoki Perskiej są “winne” ponad połowie wzrostu popytu w 2007 i 2008 roku - przewidywanego przez IEA.

Nie zapominajmy także o największym konsumencie - USA, które w 2006 zmniejszyły konsumpcję o ponad 200 tys bbl/d (ponad 10 mln ton rocznie) by w tym roku zwiększyć o 15 mln ton.

Co z tych przewidywań się zrealizuje - zobaczymy, ale same one są faktem i powodują, że rynek gra na duży niedobór ropy. Bo ze strony podaży same podwyżki kosztów, opóźnienia projektów, wojny i napięcia regionalne, huragany i terroryści, restrykcje państw (Kazachstan, Rosja, Wenezuela).  I długo można jeszcze wymieniać.

Więc będzie coraz ciaśniej na rynku. Pytanie w którym momencie to pęknie?

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
 

 


2007-10-25 12:02

Zamieszanie wokół stacji paliw

Mamy kolejny przykład niskiej jakości prawa i dowód na to, że im bardziej szczegółowo państwo chce regulować życie społeczne i gospodarcze, tym większe zamieszanie, niepewność i kłopoty powoduje. 

Wchodzi w życie zmiany w prawie pracy (ustawa z dnia 24 sierpnia 2007 r. o zmianie ustawy - Kodeks pracy), które ograniczają możliwość pracy w święta (ich spis pochodzi jeszcze z ustawy z 1951 roku! - ustawa z dnia 18 stycznia 1951r. o dniach wolnych od pracy (Dz.U. Nr 4, poz. 28 z późn. zm.). Nie dało się inaczej, więc ustawodawca wprowadził ten zakaz przez prawo pracy, które obejmuje pracownika najemnego, ale już nie samozatrudnienia. Tak więc ci kapitalistyczni krwiopijcy, czyli przedsiębiorcy mogą pracować.

A tu zbliża się dzień Wszystkich Świętych, gdy powszechnie Polacy udają się ”na groby” bliskich, rodziny.

Wybuch sensacji w mediach, który owocuje zdjęciami w dzienniku tv obrazkami pukających się w czoło kierowców, którzy nie dowierzają, że państwo mogło im uniemożliwić tankowanie w momencie szczytowego ruchu drogowego w Polsce. Zamieszanie zapanowało wśród przedsiębiorców i powszechnie szukano sposobów rozwiązania problemów, tworzonych przez nowe przepisy. spraw i powszechnego. Przedsiębiorcy zastanawiali się, jak nie złamać prawa i sprzedawać paliwa w czasie Święta, a do urzędów dotarło widmo kompromitacji.

W takiej atmosferze Państwowa Inspekcja Pracy wydała komunikat, który pomimo, że wątpliwości są bardzo duże, jednak…

kierując się interesem społecznym, jak również brakiem możliwości jednoznacznej interpretacji przepisów zawartych w Kodeksie pracy, Państwowa Inspekcja Pracy uznaje, że stacje paliw należy zaliczyć do placówek usługowych, wykonujących prace konieczne ze względu na ich użyteczność społeczną i codzienne potrzeby ludności.

Uff! Odetchnęliśmy!

Żeby było jeszcze pewniej – minister pracy wydała oświadczenie, że w pełni popiera Inspektora Pracy.

Nie możemy doprowadzić do sytuacji, że 1 listopada, kiedy Polacy wyjadą samochodami na groby, zastaną pozamykane stacje benzynowe - uważa minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska. Ministerstwo podtrzymuje stanowisko Państwowej Inspekcji Pracy, że zakaz handlu w święta nie może dotyczyć stacji benzynowych, ponieważ są to placówki użyteczności publicznej.

A jeszcze kilka dni wcześniej ten sam urząd miał zupełni inne zdanie: przypominał o obowiązku przestrzegania prawa (słusznie) i groził karami nawet do 30 tys. zł.

“Nieprzestrzeganie przepisów zakazujących pracy w święta stanowi wykroczenie przeciwko prawom pracownika, za które inspektor pracy może ukarać pracodawcę karą grzywny w wysokości od 1 do 2 tys. zł, a w przypadku powtórnego popełnienia wykroczenia w ciągu dwóch lat - do 5 tys. zł. Może również skierować wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego, który ma prawo ukarać winnego popełnienia wykroczenia grzywną do 30 tysięcy złotych”

To samo Ministerstwo (jak donoszą rzeszowskie „Nowiny” jeszcze w poniedziałek…

na stronie internetowej ministerstwa pracy ukazał się oficjalny komunikat. Według niego, stacja benzynowa jest taką samą placówką handlową jak np. hurtownia czy sklep - czyli praca w święta jest tu niedozwolona. Chyba, że wykona ją sam właściciel, albo zatrudni kogoś na umowę zlecenie.

PAP donosił o szczegółach:

“Pojęcie „placówka handlowa” występujące w Kodeksie pracy, obejmuje wszelkie instytucje i zakłady, których główną działalnością jest działalność handlowa, zarówno hurtowa jak i detaliczna, a więc które kupują wyroby w celu ich sprzedaży” - informuje resort pracy. W stanowisku przesłanym PAP podkreślono, że “placówką handlową” będą np: sklepy, stoiska, hurtownie, stragany, stacje paliw, składy węgla, składy materiałów budowlanych, domy towarowe.

Warto także przypomnieć, jak to się stało. Warto zapoznać się z wynikami głosowania. Jak widać panowała daleko idąca jednomyślność. Zakaz działania placówek handlowych Sejm uchwalił głosami wszystkich - poza Platforma Obywatelską – partii. Warto pamiętać, do czego prowadzi takie nadmierna regulowanie życia przepisami. Pytanie, czy będzie ich mniej? Czy nowy rząd i koalicja ułatwią życie przedsiębiorcom, czy dorzucą jeszcze więcej wątpliwości, utrudnień i zawijasów prawnych?

 

www.szczesniak.pl


2007-10-19 8:55

Ropa naftowa po 90$

Od szaleństw cenowych na giełdach światowych (Nymex, ICE, Singapur), gdy ropa naftowa sięga 90$ za baryłkę, aż zapiera dech. Ten szokowy wzrost cen ropy trwa od początku roku. Ropa z 50$ (styczeń 2007) podskoczyła do 90$ (18 X 2007).

 

Szczególnie cena rośnie od połowy sierpnia, gdy wynosiła 70$ i zanosiło się na powtórzenie cyklu, który powtarza się od 3 lat.
Nie pomogło zwiększenie kwot wydobycia przez OPEC. Zapasy komercyjne w USA rosną ostatnio i są większe niż w ostatnich 5 latach.

Tu już podstawy rynku naftowego nie wystarczą. Niewiele bowiem zmienia się w fundamentach rynku. OPEC podaje, że inni producenci mogą wydobywać o 110 tys. baryłek mniej, a popyt światowy wzrośnie o 100 tys. bbl. Ale OPEC dostarcza więcej na rynek we wrześniu niż w sierpniu o 609 tys. baryłek, jak podaje Lloyd’s, a od 1 listopada ma dostarczać aż 500 tys. baryłek więcej.

To jest to - ropa prawie po 100$ - o czym pisały żądne sensacji media, ale nikt znający realia naftowe nie brał poważnie. Jak bowiem mówić o takiej cenie produktu, którego wydobycie kosztuje w najgorszym razie kilkanaście $ dolarów. Przyjrzyjmy się bowiem czynnikom, o których mówi się, że maja wpływać na cenę dzisiaj.

Napięcie na granicy Turcja - Irak - nie ma zbyt wielkiego znaczenia dla bilansu naftowego, gdyż iracki rurociąg północny do Ceyhan nie był zbyt regularnie wykorzystywany, a produkcja ropy w Iraku obniżyła się do 1,6 mln b/d. Potencjalna strata to 800 tys bb/d czyli ok 1% światowego popytu. Ilość, która może być łatwo zrekompensowana przez OPEC. chociaż z drugiej strony liczono na zapowiadane podwojenie przesyłu tym rurociągiem do 1,6 mln baryłek dziennie.

Być może tani dolar - historycznie najsłabszy wobec Euro jest elementem podwyższającym ceny, lecz nie aż w takim stopniu.

Wydaje mi się, że wyjaśnienie można szybciej znaleźć, jeśli przypatrzymy się rynkom finansowym. Kryzys nieruchomości w USA spowodował, że banki centralne wpompowały ogromne pieniądze, aby zapobiec kryzysowi. Te pieniądze oraz fundusze inwestycyjne szukają opłacalnych inwestycji i znajdują je na rynkach towarowych. Na rynku złota mamy najwyższe ceny w historii.

To ma odzwierciedlenie w ilości obrotów spekulacyjnych papierów na giełdzie, szczególnie zajmowania “długich pozycji” (long speculative positions). W tym okresie roku, gdy sezon huraganów minął i te pozycje powinny przechodzić w “pozycje krótkie” (short positions), napięcia polityczne dały impuls do zwiększania spekulacji.

Jaki wpływ na cenę ropy mają spekulacje? Trudno odpowiedzieć, wiadomo jedynie, że gdy rynek jest napięty, nie ma zbyt wielkiej płynności, a mamy czynniki ryzyka politycznego - wtedy bardzo łatwo jest wywindować cenę. Rośnie bańka spekulacyjna, bo inwestorzy finansowi przyczyniają się do zwiększenia amplitudy drgań. Jednak jeśli ta bańka pęknie - spadek będzie także radykalny.

Żeby było jasne, ile są warte obecnie przewidywania cen ropy, to przytoczę przewidywania sprzed 3 tygodni:

cytuję: Bloomberg

Twenty-three of 32 analysts surveyed, or 72 percent, said oil prices will fall through Oct. 5, the most bearish response since the survey was
introduced in April 2004. Five, or 16 percent, forecast prices will increase and four said there will be little change.
- - -

23 z 32 analityków (czyli 72%) przewidywało, że cena ropy będzie spadać w tygodniu kończącym się 5 października. Był to najbardziej “niedźwiedzi” rezultat od sondażu w kwietniu 2004 roku. Tylko pięciu (16%) analityków przewidywało wzrost cen, czterech nie przewidywało zmian.

Dla jasności: Ropa z dostawą w listopadzie kosztowała wtedy na New York Mercantile Exchange - $81.66 za baryłkę. Dzisiaj - 89$.Ale oczywiście - natychmiast znajduje się taki, co wie, jaka będzie cena ropy za chwilę: 

cytuję: www.forbes.com

‘The issue seems no longer to be whether oil will reach 100 dollars per barrel, but when,’ said Barclays Capital analyst Kevin Norrish.

- - -

“Tu już nie chodzi o to, czy ropa osiągnie 100$, ale kiedy” - powiedział Kevin Norrish - analityk Barclays Capital .


2007-10-03 7:37

Polska zaproszona do Międzynarodowej Agencji Energii

Polska otrzyma dzisiaj zaproszenie do Międzynarodowej Agencji Energii.
Jakie może to mieć skutki dla naszej gospodarki i polityki? Oczywiście takie, jakie zamierza rząd. Jeśli podkreśla głównie sprawy bezpieczeństwa energetycznego w naszym konflikcie z Rosją i możliwość korzystania z rezerw innych państw - to się srodze zawiedzie.

 

O jakich korzyściach się mówi? Nie przeceniałbym podnoszonych przez analityków korzyści w rodzaju: 

- umacnianie pozycji w UE,
- mocniejszy głos w sprawach polityki energetycznej,
- możliwość korzystania z rezerw innych państw,
- wzmacnianie bezpieczeństwa energetycznego.

 

Są one albo iluzoryczne, albo bardzo kosztowne.

 

Szeroko propagowane nadzieje, że “w razie czego” (czytaj - Rosja zakręci kurek) będziemy mogli korzystać z rezerw innych krajów - są dość naiwne. IEA interweniuje jedynie w sytuacjach globalnych kryzysów. Pierwszy raz w sytuacji wojny w Zatoce Perskiej 1991 i ostatnio z powodu huraganu Katrina w 2005 roku. Agencja ma bardzo precyzyjne zasady uruchamiania rezerw i mogą to spowodować jedynie zakłócenia na skalę globalną. Wszelkie lokalne kryzysy, a szczególnie o charakterze handlowym (konflikty Rosji z krajami sąsiednimi) czy “technicznym” (jak dostawy ropy do Możejek) nie są brane pod uwagę.

 

Wręcz odwrotnie - to państwa członkowskie maja starać się o własne zabezpieczenie stabilnych dostaw. Z jednej strony jest to dywersyfikacja dostaw - co Polska stara się osiągnąć jednak bez widocznych rezultatów. Z drugiej - Agencja w swoim statucie podkreśla wagę stosunków z krajami dostawców, nakładając (art. 44) na kraje członkowskie obowiązek utrzymywania współpracy i podejmowania inicjatyw, poprawiających te stosunki.

 

Miejmy nadzieję, że Polska weźmie na poważnie to zalecenie i nie będzie utrzymywać tak lodowatych stosunków z Moskwą i przewodzić inicjatywom, które nic nie wnoszą oprócz pogarszania tych stosunków. Przynależność do IEA to przede wszystkim ogromne koszty, które należy ponieść, by wejść do niej. Same rezerwy wymagane przez kraje IEA (ale także Unię Europejską) to ogromne zamrożone środki. Przy dzisiaj zgromadzonych rezerwach (86 dni) mamy w kraju zgromadzonych 4,5 mln ton (33 mln bbl) ropy i produktów. Ilość ogromna, jej wartość - jeszcze bardziej imponująca. Dzisiejszą (licząc ropę jedynie po 70$/bbl) można ocenić zgromadzone zapasy na 2,3 miliarda $. To są ogromne środki, które wyjęte są z obrotu, nie pracują na dobrobyt Polski. Czymś zupełnie innym jest zamrożenie takich środków w krajach, które są “nasycone” kapitałem. Znacznie bardziej obciąża kraje na dorobku.

 

Sama zmiana systemu liczenia zapasów, związana ze staraniami o członkostwo w Agencji (wliczenie nie tylko importu, ale konsumpcji) spowodowała konieczność dodatkowego zmagazynowania miliona ton ropy w magazynach (wartości ok. 500 milionów $). Dzisiaj system wypracowany w 1973 roku jest kwestionowany - konieczność przechowywania aż 90 dni konsumpcji wydaje się nadmiernym ubezpieczeniem, gdyż krajobraz dostaw ropy zmienił się znacząco od lat 70-tych. Rola państw OPEC, dominacja tego dostawcy, uzależnienie gospodarek świata od ropy jest znacząco mniejsze.

 

Agencja kładzie nacisk w swojej działalności na ochronę środowiska, w tym na redukcję emisji CO2, oraz na oszczędność energii. Są to projekty bardzo kosztowne, które mogą znacząco ograniczyć rozwój krajów uboższych, dysponujących dużym udziałem takich przemysłów jak hutniczy czy cementowy. Także rozwój rafinerii jest znacząco ograniczony w krajach, które przyjęły ograniczenia w emisji czy też stawiają bardzo wysokie wymagania ekologiczne. Dla krajów uboższych oznacza to konieczność ograniczeń w tych “brudnych” branżach. Pytanie czy stać je na przeskoczenie bez etapu intensywnego rozwoju industrialnego, które bogate kraje zachodu mają za sobą - do epoki postindustrialnej.

 

 

Świat się zmienia i dzisiaj nie mamy już dwubiegunowości między krajami rozwiniętymi (OECD) a dostawcami ropy czy gazu. Wyrosły nowe kraje konsumujące surowce energetyczne, a nie należące do świata Zachodu, jak choćby największe Chiny (drugi konsument ropy naftowej na świecie po USA) czy Indie. W ramach International Energy Forum (IEF) czy organizacji krajów Azji wyrastają konkurencyjne dla IEA instytucje i platformy porozumienia między krajami produkującymi a konsumentami ropy i gazu.

 

IEA ma także w swoich celach (niestety - dopiero na 3. miejscu) wydajność, czyli wzrost gospodarczy, czyli konkurencję jako podstawowy mechanizm jego budowania. Pozostałe kraje członkowskie mają te mechanizmy od samego początku - dlatego Agencja nie stawia ich na czołowym miejscu. Jednak w Polsce przydałyby się one dużo bardziej niż kolejne obciążenia dla gospodarki.