Popyt - przewidywany - ciągnie ceny ropy w górę
W poniedziałek 29 października 2007 - ceny ropy są wyższe o 20% niż 20 dni temu i 10% wyższe niż w ostatnią środę. Wzrost ten trudno czymkolwiek wytłumaczyć, żadne z czynników, podawanych jako powody - nie wpłynęło na popyt, podaż czy dostępność ropy.
Dzisiaj powodem wzrostu cen było zamknięcie portów przyjmujących ropę i instalacji wydobywczych w Zatoce Meksykańskiej (600 tys. bbl/d). Powód? Wiatry dochodzące do 100 km/h.
Powodem ostatnio jest także jak zwykle słaby dolar, który utrzymuje się na rekordowych notowaniach wobec Euro ($1.4443 - najsłabszy od 1999 roku).
I są oczywiście powody mniej wymierne. Obawy - tym razem o zaopatrzenie na zimę (“supply concerns ahead of the Northern Hemisphere winter”). “Fears, concerns” - to najczęściej odmieniane słowo w czasie ostatnich prawie już 5 lat wzrostu cen. Kiedy ustąpią?
Jednak ceny ciągną w górę, a gracze myślą już o spadkach, gdyż “wzrost stracił swoją dynamikę”. Obawa, że mamy do czynienia z “oil bubble” - coraz bardziej się rozszerza.
Jednak warto przypomnieć badanie oczekiwań graczy z końca września - wtedy znacząca większość spodziewała się spadków. A nastąpiły niebotyczne wzrosty cen. Co się dzieje? Odpowiedź jest trudna do przyjęcia - wszystkie te hipotezy sprawdzają się tak naprawdę tylko przez jeden dzień. Jeśli popatrzeć w przeszłość to widać, że żadne z tych obaw nie spełniła się, a ceny dalej ciągną w górę.
Nie sposób więc nie zgodzić się z fachowcami. Ciągły wzrost cen zadziwia nawet najbardziej doświadczonych graczy. Pewien broker z giełdy ICE (dawniej IPE) w Londynie stwierdził:
cytuję Platts “[We] need some sobriety in the market,” a London-based broker said. “Not a lot is making sense at the moment”.
- - - - -
“Na rynku potrzebne jest trochę spokoju i trzeźwości. To wszytko, co się teraz dzieje - nie ma sensu”.
Oczywiście anonimowo, bo przecież nie można takich rzeczy mówić wprost, znaczyłoby, że nie rozumie się reguł gry, w której się uczestniczy. Ale niestety tak jest - oczy szeroko otwarte z wrażenia, jedynie przy telewizji można analizować kolejne powody wzrostu cen.

Tak naprawdę jest kilka powodów do wzrostu cen - głównym jest <b>popyt</b>. Wystarczy popatrzeć na tę ilustrację szacunków Międzynarodowej Agencji Energii, by zrozumieć, że świat oczekuje (a przede wszystkim traderzy) na powtórzenie się tego, co stało się w 2004 roku. Wtedy to popyt wzrósł o 2,7 mln baryłek, czyli o 3%. Wyczerpało to całkowicie wolne moce wydobycia ropy (“spare capcity”). OPEC w 2002 roku miało 6 mln bbl/d, a w 2005 roku tylko 1 milion.
W 2004 roku zrost cen był ogromny. Po “odpoczynku” lat 2005 i 2006, gdy popyt zelżał trochę, widzimy, że obecny rok jest już rokiem powrotu “wielkiej konsumpcji” Chin i Azji a także (nie docenianych) krajów arabskich. To właśnie Chiny i kraje Zatoki Perskiej są “winne” ponad połowie wzrostu popytu w 2007 i 2008 roku - przewidywanego przez IEA.
Nie zapominajmy także o największym konsumencie - USA, które w 2006 zmniejszyły konsumpcję o ponad 200 tys bbl/d (ponad 10 mln ton rocznie) by w tym roku zwiększyć o 15 mln ton.
Co z tych przewidywań się zrealizuje - zobaczymy, ale same one są faktem i powodują, że rynek gra na duży niedobór ropy. Bo ze strony podaży same podwyżki kosztów, opóźnienia projektów, wojny i napięcia regionalne, huragany i terroryści, restrykcje państw (Kazachstan, Rosja, Wenezuela). I długo można jeszcze wymieniać.
Więc będzie coraz ciaśniej na rynku. Pytanie w którym momencie to pęknie?
Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

Polska otrzyma dzisiaj zaproszenie do