Blog Andrzeja Szczęśniaka

O paliwach - na chłodno

Archiwum: czerwiec 2007

2007-06-07 9:57

Rosyjski gaz z Niemiec - czyli polska polityka w zaułku

W końcu maja 2007 niemiecka firma Wingas przedstawiła w Warszawie propozycje połączenia systemów gazowych Polski i Niemiec. Firma buduje bowiem rurociąg Nord Stream i w ciągu kilku lat (być może już w 2010 r. jak planuje inwestor) będzie posiadała ogromne ilości gazu. 55 mld m3 z Rosji będzie obsługiwało północne Niemcy (20 mld m3) oraz będzie kierowane na południe (36 mld m3). Ma tutaj powstać nowy rurociąg OPAL.
 

 Niemcy rurociągi

Dlatego przyjechała do Polski z gałązką oliwną, proponując poprawienie polskiego bezpieczeństwa energetycznego i połączenie z systemem europejskim. Propozycja polega na wybudowaniu łączników między rurociągiem OPAL a Polską.

Gaz z Niemiec do Polski

Moim zdaniem to rozsądny pomysł. Dzięki niemu znacząco wzrasta nasze bezpieczeństwa energetycznego, o które nasi politycy tak  bardzo zabiegają. Należałoby podjąć tę propozycję i starać sie osiągnąć coś także politycznie. Skoro pani kanclerz Merkel obiecała bezpieczeńśtwo energetyczne - to należy dać jej szanse zrealizować swoje obietnice.

Przyłączenie do niemieckiej sieci gazowej oznacza także połączenie z europejskim systemem gazowym. Polska jest połączona niewielkim tylko łącznikiem koło Lasowa. A zwiększenie tej skali wymiany oprócz bezpieczeństwa może sprawić, że nasz rynek będzie bardziej konkurencyjny. Dziś mamy monopol PGNiG, korzystającego jedynie z gazu sprowadzanego z Rosji. Otwarcie rynku mogłoby sprawić, że pojawiłyby się u nas także firmy niemieckie czy europejskie. A konkurencja dobrze posłużyłaby polskim konsumentom. I PGNiG także.

Z drugiej strony ta propozycja pokazuje, jak słabą pozycję ma dziś Polska na rynku gazu. Jak zapędziliśmy się w ślepy zaułek.  Niemcy mogą nam oferować rosyjski gaz, transportowany potężnym gazociągiem, który dnem pod Bałtyku omija Polskę. Przy takim dopływie nowego gazu w ten rejon Europy wybudowanie kolejnej nitki Jamału jest mało prawdopodobne w perspektywie najbliższych 10 – 15 lat. Dodatkowo Wingas twierdzi, że ich rurociąg dzięki kosztom operacyjnym jest o 15% tańszy (zobacz: tutaj).

To bardzo smutne, gdy Polska przy swojej pozycji świetnego kraju tranzytowego, na tyle popsuła sobie stosunki z największym na świecie dostawcą gazu ziemnego, że zamiast to my zapewniać bezpieczeństwo energetycznie Niemcom i wyciągać z tego wymierne korzyści, musimy wysłuchiwać takich propozycji. I to jeszcze podpartych twardymi słowami prezesa BASF Ernsta Schwanholda, że zasady europejskie to jest to, czego Polska powinna nauczyć się i przestrzegać. Bo “jak się wymaga najwyższych standardów ekologicznych, to trzeba być przygotowanym, że inni też będą ich wymagać”.

W obecnej atmosferze politycznej trudno sobie nawet wyobrazić, by polski rząd zgodził się na propozycję Niemiec. Politycy uparli się się blokować Rosję, oprotestowywać budowę rurociągu, pozostając przy swoich pomysłach, które w mojej ocenie są mało realistyczne.

Proponowane rozwiązanie byłoby dla nas najtańsze i możliwe do zrealizowania praktycznie natychmiast. PGNiG dzięki nim także mogłoby zacząć funkcjonować na europejskim rynku, wprowadzając choćby swój tani, wydobywany w Polsce gaz do europejskiego systemu. Widzę jednak małą szansę na zmianę dotychczasowej polityki rządu. Skończy się ona zapewne tym samym, co za poprzednich ekip rządzących, czyli niczym. A brak zmian coraz więcej kosztuje polską gospodarkę.

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl