Marszałek Borusewicz z Doliny Rozpudy
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz zaczął własną walkę z Rurociągiem Bałtyckim. Twierdzi, że budowa gazociągu jest “niebezpieczna i szkodliwa”.
Marszałek chce przekonać o tym “przedstawicieli parlamentów z państw nadbałtyckich” i organizuje konferencję “Zagrożenia ekologiczne Morza Bałtyckiego”. Chce przekonać UE, że “budowa gazociągu może spowodować katastrofę”.
Pan Marszałek “włącza ekologów do batalii przeciwko budowie gazociągu północnego”. Jak sam przyznaje, nie wierzy w skuteczność takich działań: “Dla Rosjan decyzja o budowie jest polityczna, a nie ekonomiczna, więc nie sądzę, aby argumenty ekologiczne znalazły posłuch strony rosyjskiej.” Ale starania czyni…
Dziennikarze im wtórują, nadając takim informacjom tytuły: “Rura pod Bałtykiem: tykająca bomba”.
Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe
Wydaje się, że polscy politycy zapomnieli tej biblijnej zasady, którą zwą czasami “złotą regułą”. Zachowują się, jakby zapomnieli, że aby coś powstało, konieczna jest współpraca, a nie wzajemne utrudnianie życia.
Należy bowiem pamiętać o polskim projekcie rurociągu, którym planuje się doprowadzić gaz z Norwegii do Polski. Rosyjsko - niemiecki rurociąg to “bomba”, “zagrożenie” i co tam jeszcze, a polski to… no właśnie - nie stwarza żadnych zagrożeń?
Jeśli będziemy utrudniali życie innym, gdy przeprowadzają swoje projekty, możemy spodziewać się tego samego, gdy my będziemy potrzebować ich zgody. Tylko lepiej przeprowadzonego i skutecznego.
Stanowiska państw w sprawie rurociągu to skomplikowana mieszanka interesów i ekologicznych obaw. Każde państwo chce zabezpieczyć się przed ryzykami, ale i rozegrać swoje interesy, coś wygrać za zgodę. Wygrać tyle, żeby partner nie czuł się przyparty do ściany. Bo jutro role się mogą odwrócić…
Rosyjska mapka (źródło: www.expert.ru) pokazuje stanowiska państw bałtyckich wobec rurociągu. Marszałek chce ich przekonać na “NIE”. Po “budowaniu alternatywy” na południu na szczycie krakowskim, teraz okrążamy i odcinamy Rosji możliwości dostaw gazu na rynek europejski z północy. Czy Niemcy i Rosjanie mają to odbierać jako kroki konstruktywne i przyjazne? Z pewnością nie. Czy Polska coś na tym zyska? Z pewnością nie.

Argumenty polskich polityków brzmią tak, jakby nie wybudowano do tej pory żadnego rurociągu podmorskiego. A przecież wybudowano ich dziesiątki, choćby ostatnio otwarty Langeled - 1200 km po znacznie trudniejszym dnie i na większych głębokościach. Dlatego powtarzanie haseł o zagrożeniach, bombach, itd. itp. nie jest poważnym argumentem.
Polska nie ma opinii państwa najbardziej dbającego o Bałtyk. A jednak posądzamy Niemców, że bez badania dna (które zresztą już teraz się odbywa), bez zabezpieczeń - wrzucą rury w sterty chemikaliów i amunicji z II wojny światowej. Nie pamiętam podobnego przypadku niemieckiej czy innej niefrasobliwości ekologicznej.
Nie przekonują też naszych polityków energetyczne potrzeby niemieckie, a przecież zwiększenie dostaw gazu rurociągiem Nord Stream to podstawa przyszłego bezpieczeństwa energetycznego Niemiec. Jeśli przyjrzeć się kontraktom na gaz z Nord Stream, to nie tylko Niemiec, ale i Danii, Francji, Wielkiej Brytanii.
Nie przekonuje naszych polityków stanowisko Unii, która stwierdza, że nie ma dowodów na znaczące zagrożenia ekologiczne, a rurociąg nie przebiega przez obszary objęte programem “Natura 2000″. Warto więc przedstawić poważne analizy, które dowodzą naszych tez. Niestety brak takowych, a zamiast tego słyszymy polityczne slogany.
Mówi się (i słusznie), że takie ataki są “czysto polityczne”. Ale polityka powinna się opierać na wiedzy fachowej i na zasadach współżycia między państwami i narodami. Bez tego “czysta polityka” jest z pewnością nieskuteczna, a czasami śmieszna.
Metody takie nie przynoszą chluby Polsce. A i Marszałkowi Borusewiczowi, postaci szacownej, nie przystoi chyba bawić się w ekologa z Doliny Rospudy, wdrapywać się na drzewa i blokować inwestycje, które ludziom ułatwiają życie. Te zabawy pozostawmy młodym i emocjonalnie rozgrzanym ekologom, a Marszałkowi życzmy rozsądku politycznego i skutecznego działania.
Andrzej Szczęśniak