Blog Andrzeja Szczęśniaka

O paliwach - na chłodno

Archiwum: styczeń 2007

2007-01-20 4:06

Unijne biopaliwa – generalna klapa

Unia Europejska ogłosiła 10 stycznia nowe założenia polityki energetycznej, w których stwierdza: „Komisja zamierza zachęcać do produkcji i wykorzystywania biopaliw, proponując ustalenie wiążącego minimalnego udziału biopaliw w 2020 r. w paliwach do pojazdów mechanicznych na poziomie 10%“. Cel ten wydaje mi się coraz bardziej oderwany od rzeczywistości. Rzeczywistość jest bowiem coraz mniej podatna na szczytne cele wyznaczane w Brukseli.

Trzeba przypomnieć, że Unia Europejska zalecała już krajom członkowskim bardzo ambitne działania:

W dyrektywie w sprawie biopaliw przyjętej w 2003 r. UE postawiła sobie za cel zastąpienie biopaliwami 2% benzyny i oleju napędowego w transporcie w 2005 r., a 5,75 % w 2010 r. Nie udało się osiągnąć celu dla roku 2005. Do roku 2010 można się spodziewać znaczących postępów, które nie pozwolą jednak osiągnąć wartości ustalonej dla 2010 r. Dlatego Komisja proponuje wzmocnienie ram prawnych poprzez ustalenie minimalnego udziału biopaliw w rynku na poziomie 10% w 2020 r.

Przyjrzyjmy się realizacji unijnych dyrektyw, gdyż stwierdzenie ”nie udało się osiągnąć celu” - wydaje się bardzo delikatne. A realizacja poprzednio wytyczonych (a znacznie mniej ambitnych) celów, może nam pomóc w ocenie realności wskaźników stawianych obecnie.

Plany (zielone) i realizacja (żółte) zastosowania biopaliw do transportu w poszczególnych krajach Unii Europejskiej.

25 krajów Unii miało osiągnąć 2% udział (liczony energetycznie). Jeśli przyjrzeć się, jakie cele kraje te wyznaczyły sobie na 2005 rok, można stwierdzić:

  • 12 państw wyznaczyło cele poniżej 2%
  • 10 państw założyło osiągnięcie 2%
  • 3 państwa założyły przekroczenie poziomów zalecanych przez Unię.

Jednak naprawdę ciekawa jest realizacja założonych celów:

  • 4 państwa w ogóle nie przesłały danych (Dania, Finlandia, Grecja i Słowacja) – prawdopodobnie nie używają
  • 4 państwa nie używają biopaliw (Belgia, Cypr, Estonia, Portugalia) – ich poziom zużycia wynosi 0%
  • 5 państw zużywa poniżej 0,1% (czytaj: jednej dziesiątej procenta) biopaliw (Czechy, Węgry, Irlandia, Luksemburg i Holandia)
  • 7 państw używa do 0,5% (pół procenta) biopaliw (Włochy, Łotwa, Malta, Polska, Słowenia, Hiszpania). Brytania)
  • 3 państwa zużywają trochę mniej niż 1% (jeden procent)
  • 2 państwa przekroczyły zakładane unijne wskaźniki: Niemcy: ogromne ilości biodiesla zwiększyły udział paliw odnawialnych do 3,8% oraz Szwecja, która osiągnęła 2,2% (dużo wobec innych krajów, ale niewiele, jak na ambitne plany całkowitego usamodzielnienia się od ropy naftowej)

Kilka wniosków:

  • Biopaliwowa polityka Unii poniosła porażkę. Dowodzi tego fakt, że tylko 2 państwa osiągnęły zakładane cele, ponad połowa zaś – praktycznie nie wdraża tej polityki
  • Brak w polityce Unii oceny porażki wprowadzania biopaliw: dlaczego nie zrealizowano tak szczytnych celów? Co stoi na przeszkodzie w zwiększaniu udziału biopaliw? Dostępność? Cena? Konieczność dotacji? Opór przed przymusowym używaniem? Parametry techniczne i eksploatacyjne?
  • Bez analizy przyczyn porażki wyznaczanie kolejnych celów – jest ucieczką w marzenia. Te zaś, które przedstawiła Unia, wydają się czystym wishful thinking - pobożnymi życzeniami – łącznie z z sugestią, że będą one obowiązkowe (w odróżnieniu od dzisiejszych).
  • Średnia unijna 1% wydaje się naciągana wobec przedstawionych wyżej zestawień. Osiągnięta dzięki wielkiemu rynkowi niemieckiemu, jednak nie oddaje ona rzeczywistego udziału biopaliw w krajach Unii.
  • Narasta rozdźwięk między liderem (Niemcami) oraz Szwecją i Francją a pozostałymi krajami. Coraz większe obciążenia dla budżetów tych państw oraz unikanie tych obciążeń przez innych podważa podstawy takiej polityki.
  • Unię czeka albo obowiązkowość stosowania biopaliw przez wszystkie kraje albo porażka i porzucenie tej kosztownej polityki

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl


2007-01-18 11:31

Zmiana prezesa Orlenu?

Pogłoski o rychłej zmianie prezesa PKN Orlen podniosły falę dyskusji i ocen tak dzisiejszych władz spółki jak i nowego kandydata. Niektórzy z publicystów rozgrzali się do czerwoności w swojej argumentacji:

Witold Gadomski:

Chalupec jest znakomitym menedżerem, nikt nie kwestionuje jego kompetencji. Przejął kontrolę nad litewską rafinerią w Możejkach, o którą Orlen stoczył walkę z koncernami rosyjskimi.

Chalupec zdobył szacunek i zaufanie na Litwie, której rząd przychylnie traktował polską inwestycję. Jego odwołanie będzie źle przyjęte przez naszych sąsiadów.

Chalupec, jak wielu innych prezesów, straci posadę tylko dlatego, że nie jest z układu politycznego, który dziś rządzi Polską.

Gazeta Wyborcza

Pozwolę sobie wylać trochę oliwy na spienione fale. Warto bowiem popatrzeć także od strony biznesowej na obecne decyzje. Z pewnością Orlen odniósł sukcesy w porządkowaniu swej sieci detalicznej i zatrzymaniu trendu spadkowego na rynku detalicznym. Spadek po poprzednikach mógł kosztować Orlen marginalizację na rynku stacji. To jest osiągnięcie – wprowadzanie nowej taniej marki, dla mniej zasobnego klienta, gdy na najwyższej półce tak wielka sieć jak Orlen nie miał się szans zmieścić, przy tak ostrej konkurencji.

Dużo poważniejszym problemem, z którym osobiście kojarzy się zagrożonego zwolnieniem prezesa Chalupca, jest nabycie Możejek. Moim zdaniem to inwestycja przekraczająca możliwości Orlenu. Przy nie dokończonych procesach integracji czeskiej akwizycji Unipetrolu, przy ciągłym niedecydowaniu w sprawie przynoszących straty stacji niemieckich – nowa akwizycja to chyba zbyt gwałtowny „wzrost nieorganiczny”, ponad możliwości skonsumowania przez spółkę. Poza tym, to przede wszystkim akcja polityczna. Biznesowe uzasadnienia do niej nie brzmią przekonująco. Wydarzenia, które miały miejsce po podpisaniu umowy (przerwanie dostaw ropy, pożar) dowodzą, że nasz krajowy lider wszedł na zbyt dla niego grząski teren. I na dodatek nie ma narzędzi, umożliwiających mu dochodowe prowadzenie spółki w tych warunkach. Rafineria odcięta od taniej ropy - nie jest szczytem marzeń inwestora.

Negatywna ocena pracy zarządu przez akcjonariuszy wyraża się w spadku wartości Orlenu. W okresie, gdy wartość spółek naftowych rośnie, gdy jego polscy konkurenci zwiększyli wartości spółek w ubiegłym roku o dobrych kilka procent na – Orlen zanotował ogromny spadek - 25% wartości akcji! (patrz: Rok 2006 w spółkach naftowych). Czyli właściciel – akcjonariusz mógłby mieć wątpliwości co do zarządzania spółką, skoro inne firmy zwiększają swoją wartość, a Orlen – wręcz przeciwnie.

Mógłby, gdyby kryteria merytoryczne były brane pod uwagę. A chyba nie są: praktyki w spółkach są podobne już od wielu lat i dzisiejsze plany zmian w największej spółce paliwowej – nie odbiegają standardami od decyzji poprzednich.

Obaj – i kandydat i obecny prezes – byli z nominacji politycznej. O ile prezes K. jest znajomym Prezydenta, to prezes Ch. jest znajomym Premiera Belki, który tak się ucieszył z tej nominacji, że podał ją do publicznej wiadomości jeszcze przed ogłoszeniem przez Radę Nadzorczą.

Podobnie jak kandydat, tak i obecny prezes nie mieli doświadczenia w biznesie paliwowym, co jednak w tak specjalistycznych branżach – jest konieczne. Nie ma praktyki w dużych firmach, by nagle szefami zostawali ludzie z całkiem innych przemysłów.

Jednak do przewag obecnego jeszcze prezesa – trzeba dodać fakt, że miał praktykę w biznesie i miał do czynienia z tym, o czym urzędnik państwowy ma niewielkie pojęcie: o podejmowaniu ryzyka. Bez podjęcia ryzyka – nie ma rozwoju i nie ma zysków. Jeśli ty nie podejmiesz – inni to zrobią, zajmą nowe pole i mogą cię wyeliminować z biznesu. Nawet największym to się zdarza.

Porównując sylwetki konkurentów, nie można zapominać, że obecna władza dość długo zwlekała ze zmianą w tej prestiżowej spółce. Rząd SLD zabierał się do zmian znacznie szybciej, a gdy napotkał opór - przystąpił do zdecydowanych działań, łącznie z ze służbami specjalnymi. Dzisiejszą zwłokę w odwołaniu prezesa, pochodzącego z innego, wręcz wrogiego nadania politycznego, można wytłumaczyć tym, że dopiero teraz zakończyła się operacja nabycia Możejek, projektu bardzo upolitycznionego. Obecnemu prezesowi udało się przekonać doń najwyższe władze: Prezydenta, Premiera. Zaangażowali się na tyle głęboko, że przybywali na odsiecz w najbardziej dramatycznych momentach, gdy transakcja była zagrożona.Dzisiaj już jest po etapie akwizycji, a pogłoski o pozostawieniu obecnego prezesa Chalupca jako prezesa rafinerii Możejki, wskazują, że wyzwanie jest wielkie, nie ma chętnych do radzenia sobie z nim i trzeba oprzeć się na kadrach, które znają ten problem. Wydaje mi się, że słyszę głos taki polityków: „skoro nawarzył tego piwa, niech je teraz wypije”. Ale to chyba omam słuchowy…

Ale słyszałem na pewno, jak politycy opozycji oceniali nominację we wrześniu 2004: ”Wybór Igora Chalupca na szefa PKN Orlen to nominacje polityczna. Chalupec (b. wiceminister finansów), to polityk a kryteria jego wyboru są niejasne. To go dyskredytuje”. Tak twierdził Kazimierz Marcinkiewicz, dzisiaj starający się o posadę prezesa banku. Wydaje się, że historia się powtarza, tylko role się zmieniają. Niestety standardy wciąż poniżej naszych aspiracji.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl