Blog Andrzeja Szczęśniaka

O paliwach - na chłodno

2011-12-19 7:27

Niskie płace

Polska okupuje końcowe miejsca w zestawieniu płac krajów europejskich. Mniej płacą pracownikom jedynie Bułgaria, Rumunia, Litwa i Łotwa. Na dodatek płace te obniżają się (realnie i relatywnie do EU) w ostatnich latach.

Zestawienie płac w krajach Unii pokazuje, że Polska nie jest w stanie tworzyć nowych, dobrze płatnych miejsc pracy. Wg Eurostatu zajmowaliśmy “zaszczytne” czwarte miejsce od końca. Mniej płacono pracownikom jedynie w Bułgarii, na Litwie i Łotwie (Rumunia - z pewnością także poniżej naszych płac - nie została ujęta w 2010 roku).

Labour_cost_per_hour_in_the_business_economy,_2010.png

Zobaczywszy nasze miejsce w szeregu na wykresie, popatrzmy na zestawienie tabelaryczne:

Labour_cost_per_hour_in_euros_2008-2010.jpg

Polska miała płace w gospodarce na poziomie 7 euro / godzinę. Przeciętna unijna to 22,5 euro i 26,8 euro w strefie euro. Polskie płace to 31% płac unijnych i 26% płac strefy euro. Zarabiamy więc jedną trzecią europejskich poborów i jedną czwartą tego, co w starej Europie (strefa euro to głównie kontynentalne kraje zachodniej Europy).

Niepokojące są trendy w ciągu tych ostatnich lat. Gdy płace w Europie rosną pomimo kryzysu - w Polsce spadają. W 2008 roku płace wynosiły 7,5 euro/godz. (34,7% średniej EU), w 2009 - spadły o 15% do 6,4 euro (29% EU) i lekko wzrosły do 7 euro/godz. w 2010 roku (31% średniej EU). Gdy w EU wzrosły w czasie kryzysu o 4% (0,9 euro%), w Polsce spadły o 9% (0,5 euro).

Oprócz wymienionych wyżej krajów z końcówki listy nikt tej strategii dostosowania się do kryzysu nie zastosował. We wszystkich innych krajach wynagrodzenia rosły (potwierdza to trend przedstawiony we wpisie “Płace w dół, czyli zwiększamy konkurencyjność”).

Warto też zauważyć, że jeśli płace w przemyśle wytwórczym są w zachodniej Europie (strefa euro) o 9% wyższe od płac w gospodarce, to w Polsce jest odwrotnie - są o 10% niższe.

Cóż się dziwić, że pracownicy uciekają, gdy udział płac w PKB maleje a ci bardzo tani robotnicy w Polsce są dużo kilkakrotnie lepiej wynagradzani za granicą. Więc wyjeżdżamy za pracą (“Miejsca pracy? preferujemy eksport”) lub na stałe (“Emigrujemy”).

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

- - -
źródła: Eurostat i + tabele

2011-12-04 12:29

Wydatki socjalne czy urzędnicy?

Wiele się narzeka na sztywne wydatki budżetu, które uniemożliwiają rządowi elastyczne reagowanie na kryzys. Oczywiście chodzi o wydatki socjalne, które są “nadmierne i rozdęte”. Nic nie mówi się o wydatkach rządowych na administrację. Są one praktycznie równe wydatkom socjalnym.

Jeśli przyjrzeć się wydatkom publicznym (sektora instytucji rządowych i samorządowych), to wydatki na administrację publiczną, dokładnie na koszty pracy (+ zużycie pośrednie) są praktycznie równe transferom socjalnym. W 2010 roku koszty administracji wynosiły 229,7 miliardów zł (16,3% PKB), gdy wydatki socjalne 241,2 mld zł (17,1% PKB).

Budzet_wydatki_publiczne_MFin_2010.jpg

Jeśli przyrównać się do europejskiego wzorca, to koszty naszej biurokracji były zwykle (licząc jako % PKB) wyższe od krajów strefy Euro. Wyjątkiem jest rok kryzysowy - 2009.

Budzet_koszty_panstwa_EU_MFin_2010.jpg

Jeśli zaś porównać wydatki socjalne, to przez wszystkie ostatnie lata były one niższe (jako % PKB)- o 2,5% do 6,5% PKB niż w budżetach strefy Euro. I co zadziwia - w czasie kryzysu 2009 roku - różnica to się zwiększyła do 6,5%. Unia Europejska zwiększała transfery socjalne, my zmniejszaliśmy. Różnica bardzo charakterystyczna.

Budzet_wydatki_socjalne_EU_MFin_2010.jpg

- - -
źródło danych: Ministerstwo Finansów - Program Konwergencji - Aktualizacja 2011

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

2011-11-07 13:29

Nord Stream, czyli taka piękna katastrofa

Od razu dodam: katastrofa polskiej polityki energetycznej, czy precyzyjniej polityki bezpieczeństwa energetycznego, co w naszym przypadku można jeszcze dokładniej określić jako politykę powstrzymywania Rosji, osłabiania jej związków z Europą.

Przyjrzyjmy się z dzisiejszego punktu widzenia - w przeddzień otwarcia rurociągu - historii tego projektu z punktu widzenia polskich interesów i tego, jak się o nie starano.

12 grudnia 2005 r. w tekście “Bałtycki gazociąg” pisałem:

Rosjanie chcą nas ominąć i zmarginalizować, a wobec Wspólnoty Europejskiej przedstawić jako zagrożenie dla bezpiecznych dostaw gazu ziemnego. Jest to wyzwanie dla Polski na miarę dwudziestego pierwszego wieku i wielki sprawdzian skuteczności naszego państwa.

Niestety, sprawdzianu tego nie przeszliśmy pozytywnie. Nasi politycy raczej głośno i bez sensu mówili, niż przemyśleli to wyzwanie. Ówczesny minister obrony w rządzie PiS, Radosław Sikorski, mówił tak do zagranicznych dziennikarzy:

“Polska jest szczególnie wrażliwa na punkcie korytarzy i porozumień ponad naszymi głowami. To była tradycja Locarno, paktu Ribbentrop-Mołotow“.

Na dodatek nasze kontrpropozycje nie były w ogóle przemyślane (“Amber? To chyba dla zmylenia przeciwnika…”)

Potem wzięliśmy się za argumenty ekologiczne. Od Senatu do Unii Europejskiej nagłaśnialiśmy zagrożenia, mówiąc, że rurociąg to “bomba”, “zagrożenie”. a już w maju 2007 r. pisałem, że

Argumenty polskich polityków brzmią tak, jakby nie wybudowano do tej pory żadnego rurociągu podmorskiego. A przecież wybudowano ich dziesiątki, choćby ostatnio otwarty Langeled

Międzynarodowe badania, niezależne instytucje potwierdziły, że środowisku rurociąg nie grozi. Konsorcjum wydało na to wiele więcej pieniędzy, zajęło to masę czasu, ale naszych polityków i tak to nie przekonuje. Wystarczy tytuł: “Wyniki pod zlecającego”. Niestety, jest to zemsta zza grobu, to znaczy nam pozostają nieeleganckie insynuacje, gdy inni będą budować siłę swojej gospodarki.

Podnoszono także argument, że “Nord Stream” jest droższy od Jamału. Nie dodawano jednak, że budowa jest droższa, a całość operacji wychodzi korzystniej. Pisałem już od początku, że to absurdalne zarzuty (“Nord Stream jest tańszy od Jamału” 31 maja 2007). Później słabość naszych zarzutów, a siłę tego projektu ocenili brytyjscy analitycy ( Chi Kong Chyong, Pierre Noёl and David M.
Reiner, “The Economics of the Nord Stream Pipeline System, Cambridge Working Paper in Economics). Ale i tak najlepszym weryfikatorem opłacalności są kredyty bankowe, a tutaj konsorcjum Nord Stream osiągnęło niebywały sukces: banki kredytujące obniżyły im oceny ryzyka, a co za tym idzie - stopy kredytów. Banki nie dają tanich kredytów na nieopłacalne ekonomicznie projekty.

Projekt startował jako niemiecko-rosyjski. To było przedmiotem naszej krytyki. Jednak dość szybko przekształcił się w projekt europejski. Od początku też miał wsparcie Brukseli (“Barroso: Nord Stream jest potrzebny Europie”). Stąd nasze starania w Unii, choć krzyczano o nich na cały głos, były nieskuteczne (“Nord Stream - zupełnie inna rezolucja EuroParlamentu”). Tutaj i tutaj można zobaczyć, co mówiłem o tym 3 lata temu.

Podnosiliśmy jeszcze jeden argument: rurociąg blokuje polskie porty. Niestety, jak atut kładlismy bardzo odległe perspektywy rozwoju, które nie są potwierdzane w dzisiejszej sytuacji (“Polskie porty… nie trzeba Nord Stream”). Faktu, że rurociąg nie przeszkadza gazowcom, trudno w tym harmiderze dostrzec.

W Nord Streamie jest też ciekawy wątek geopolityczny - udział USA w blokowaniu tego projektu. Czasami był on zbyt jawny (“Niemiecko - amerykański spór o Nord Stream”), ale wiele ciekawych informacji przynoszą przecieki amerykańskich depesz dyplomatycznych na Wikileaks, o czym już niedługo.

Patrząc na marnowanie przez naszych polityków atutów Polski (tutaj położenia geograficznego, bo rynek u nas niewielki), pozwoliłem sobie na “Nord Stream – historia alternatywna”. Takie tam fantazjowanie, co moglibyśmy zrobić zamiast obrony Częstochowy.

Dlatego też, bezsilny obserwator tego widowiska, potarzam: “Nord Stream to porażka na własne życzenie”. Bo Rosjanie osiągnęli swoje cele (”ominąć i zmarginalizować”), my (nasi politycy) ponieśliśmy porażkę. Warto podkreślać, że to przede wszystkim oni - decydenci wszystkich opcji politycznych od AWS, przez SLD, PiS i PO - są winni tej klęski. Dlatego często nazywam rurociąg Nord Stream “gazociągiem bałtyckim imienia Janusza Steinhoffa”, na cześć jego wkładu w marginalizację Polski. Oto jego wypowiedź z 2002 roku, która była podstawą do decyzji pójścia przez Bałtyk.

2008_Nord-Stream-konflikt.gif

Powinien dostać honorowe miejsce na uroczystości otwarcia. Umożliwił zbliżenie Rosji i Niemiec ponad naszymi głowami, a Polskę zmarginalizował.

* * *

Podsumowując: piszę to wszystko, nie żeby się napawać naszą klęską, bo ten sukces rosyjski nie jest przyjemny dla nas, Polaków. Piszę to po to, by dzisiaj, gdy mleko się już rozlało, przemyśleć powody tej klęski. I nie powtarzać bez końca, że jesteśmy ofiarami jakiegoś ciemnego spisku, tylko by wiedzieć, że to co się stało jest efektem polskiej polityki. Jej skutkiem. Dlatego trzeba ją przemyśleć i zmienić.

* * *

Polecam poza tym wykład sprzed prawie czterech lat: “Nord Stream czyli konflikt interesów - wykład w Toruniu” i wykład z 2010 r. “Nord Stream czyli Polska między Europą a Rosją”

2011-10-05 15:55

Zadłużenie zagraniczne przebiło BILION zł

Zadłużenie na wszystkich poziomach (prywatnym, przedsiębiorstw, samorządów, budżetu centralnego i całej gospodarki) jest zjawiskiem kluczowym dla Polski. Pisząc o złych, przeterminowanych długach (”Eksplozja złych długów Polaków“, “O złych prywatnych długach Polaków“) pokazałem zjawisko od samego dołu - od indywidualnych osób. Teraz przeskoczymy na poziom najwyższy - zadłużenia Polski (nie mylić z powszechnie tak określanym zadłużeniem budżetu państwa). Nie po kolei, ale jest świetna okazja, żeby poruszyć ten temat:

Zadłużenie zagraniczne przebiło BILION zł.

Z tego biliona na 350 miliardów złotych zadłużony jest rząd i samorządy, prawie 230 mld - banki a ponad 400 mld - podmioty gospodarcze, osoby indywidualne i inne podmioty.

Proszę przyjrzeć się, jak szybko rosło:

Zadluzenie_zagranczne_Polski_NBP2.jpg

W ciągu roku zadłużenie wzrosło o ponad 100 miliardów. 10 lat temu było ponad trzykrotnie mniejsze. Aż dech zapiera to tempo zadłużania się.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
- - -
Dane: NBP

2011-09-11 21:09

Czy my się w Europie rozwijamy?

Często padają określenie “zielona wyspa” kojarzy się jednoznacznie: Irlandia, jej szybki awans z kraju zacofanego i biednego do poziomu 154% unijnego PKB *2001 r.), wyższego niż sąsiednia W Brytania. Powstaje więc pytanie, jak się rozwijamy w Unii? Czy nadrabiamy stracone dziesięciolecia? Czy przeganiamy naszych sąsiadów? Czy zbliżamy się do przeciętnej europejskiej?

Pierwszy rzut oka na tabelkę mówi wprost: NIE, nie nadrabiamy zaległości, rozwijamy się wolno i wyprzedają nas kraje dawniej biedniejsze od nas. Przyjrzyjmy się:

Rok 2001 - Polska zajmuje siódmą pozycję od końca. Nasz PKB na mieszkańca to 28% średniej europejskiej.

Rok 2010 - zajmujemy piąte miejsce od końca z PKB wynoszącym 38% średniej EU - spadliśmy o dwa miejsca! Wyprzedziły nas:

  • Estonia (2001 = 26%, 2010 = 44% średniej EU) oraz
  • Słowacja (2001 = 22%, 2010 = 50% średniej EU)

Dobrą stroną wejścia do Unii krajów “nowej Europy” jest nadrabianie zaległości (Polska z 28% średniej unijnej do 38%). Bardzo dobrze - w ciągu ostatnich 10 lat nierówności w Unii się zmniejszyły. Ale jako kraj nie mamy się zbytnio czym szczycić. Inni rozwijają się szybciej.

I choć dużo brakuje nam do “chorego człowieka Europy”, czyli W. Brytanii, która spadła prawie 30% ze swojej wysokiej szóstej pozycji w Europie na jedenastą. Zawszą są jacyś gorsi. Tylko tym się możemy pocieszać.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
- - - -
źródło: Eurostat, PKB na mieszkańca w cenach realnych.

2011-09-06 13:44

Nord Stream czyli porażka na życzenie

Nord StreamNo i stało się - gaz ziemny zaczyna omijać Polskę i kraje środkowej Europy. Pierwsze próby odbywają się dzisiaj:

Nord Stream napełniany gazem technologicznym

We wtorek 6 września wtłoczone zostały do rurociągu Nord Stream pierwsze ilości gazu ziemnego, który pozwoli na utrzymywanie w niej odpowiedniego ciśnienia.

Budowę pierwszej nitki bałtyckiego rurociągu zakończono w czerwcu. Od tej pory trwały próby techniczne. System rurociągowy został uszczelniony i osuszony, przy użyciu azotu wyparte zostało z niego powietrze.

NaftaGaz.pl

Pierwsze i najważniejsze stwierdzenie: Klęska polskiej polityki i to na własne życzenie.

Gdy w 1997 r. - powstaje spółka North Transgas, utworzona przez - Neste Oy i Gazprom, która zaczyna opracowywać projekt gazociągu transbałtyckiego z Rosji przez Finlandię, Bałtyk, Szwecję i Danię do Niemiec, sprawa jest jeszcze dość abstrakcyjna. Jednak już w grudniu 2000 r. projekt ten otrzymuje w Komisji Europejskiej status TEN (Sieci Transeuropejskie). 25 kwietnia 2001 Gazprom zawiązuje porozumienie z niemieckimi spółkami Ruhrgas i Wintershall, Fińska spółka Fortum przeprowadza analizę opłacalności projektu.

Kluczowym punktem - decydującym o losach tego rurociągu była polska odmowa z 2001 i 2002 r., na poprowadzenie przez Polskę drugiej nitki rurociągu jamalskiego - tzw. “pieremyczki”, omijającej Ukrainę. Brak zgody władz Polski czyni pomysł przejścia przez Bałtyk realną alternatywą. Rozwój techniki przychodzi Rosjanom i Niemcom w sukurs.

Podstawowym elementem polskiej strategii wobec nowych rosyjskich rurociągów była wtedy (i jest do dziś) chęć zabezpieczenia interesów państw Europy Wschodniej, a w przypadku rurociągu jamalskiego – interesów Ukrainy. To było głównym powodem odmowy budowy drugiej nitki (wariant „pieremyczki”). O tym mówił wicepremier w rządzie Jerzego Buzka, Janusz Steinhoff w 2002 r.:

„problem tzw. pieremyczki - gazociągu południowego, omijającego Ukrainę. My powiedzieliśmy: zgoda na wszelkie projekty, które pozwalają wykorzystać tranzytowe położenie Polski, ale w takim stopniu, w jakim nie zagraża to interesom Ukrainy, która jest naszym strategicznym partnerem”.

Dzisiaj Nord Stream zaczyna działać. Jakie są skutki dla Polski?

  • utrata dochodów z przesyłu. (można było zawrzeć korzystny kontrakt, nie zawalić go tak, jak przy pierwszej nitce i odnosić realne korzyści finansowe)
  • utrata szansy na tańszy gaz. Tranzyt jest atutem w negocjacjach cenowych z dostawcą - dzisiaj to ćwiczy Turcja, Bułgaria i wiele innych krajów. My mamy gaz drogi, jednak krzyczący na głos o tym, nie chcą zauważyć przyczyn tego problemu)
  • utrata narzędzia politycznego wpływu w stosunkach z Rosją i Niemcami. Mając taki atut, można coś ugrać w staraniach o własne interesy. No ale Polska nie prowadzi polityki opartej na interesach, tylko na wartościach. Więc interesy robią inni.

Jak polska polityka wygląda - widać. Jakie przynosi skutki? Opłakane. Kiedyś pozwoliłem sobie napisać taką “wariację historyczną”, pod tytułem “Nord Stream – historia alternatywna” Tak według mnie mogłaby wyglądać twarda polityka, osadzona na dbaniu o polskie interesy i wykorzystywaniu swoich atutów. Nic z tego.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

- - -

Więcej o Nord Stream

2011-09-03 16:02

Przeciętnie zadłużeni, ale drogo pożyczamy

Na pytanie (“Przeciętnie zadłużony europejski rząd”), dlaczego pomimo faktu, że państwo niemieckie jest potężnie zadłużone (bardziej niż francuski), a pomimo to dźwiga ciężar pomocy dla Grecji i innych dłużników, dyktując warunki w Unii, będąc największym płatnikiem - doczekałem się jednej fachowej odpowiedzi.

Eva wymieniła następujące czynniki:

  • sprawność gospodarcza,
  • konkurencyjność kraju na rynkach światowych (bilans handlowy - zawrotnie wysoki i płatniczy - również dodatni)
  • wierzytelności za granicą,
  • deficyt budżetowy - niski 3%,
  • polityka państwa (cele gospodarcze, umiejętność “zaciskania pasa”),
  • konsens społeczny - zadziwiające morale pracy i posłuszne społeczeństwo
  • zamożność - rozmiar zgromadzonego bogactwa narodowego - społeczeństwo ma, jak ostatnio podano, ok 5 bln majątku

Pełna zgoda. Te wszystkie elementy wyrażają się w tym, co ja miałem na myśli: koszt zadłużenia. W języku rynków finansowych nazywa się to uroczo “rentownością obligacji”

Te dane pokazują średnie odsetki od długoterminowych obligacji rządowych. Widać, że Polska płaci jedne z najwyższych kosztów w Europie. To sytuacja trudna uniesienia przez państwo, w którym spokój społeczny kupuje się kolejnymi długami, rosnącymi z dnia na dzień. I za te pożyczone środki, idące głównie na konsumpcję - przychodzi nam drogo płacić. Te kilka procent różnicy oznacza 20 miliardów rocznie więcej odsetek niz płaciliby Niemcy (zakładając, ze cały dług budżetu byłby na takich warunkach. Niezła pompa, trzeba się nieźle natyrać, żeby po 500 złotych od mieszkańca zabrać na obsługę tej różnicy.

Znacznie, bo ponad dwa razy taniej płacą Niemcy. My 5,9%, oni, 2,8%. Czyli będąc zadłużeni o 50% bardziej na jednostkę swego budżetu, płacą za zadłużenie o 30% mniej (także na jednostkę budżetu). To z pewnością jedna z przyczyn (ale także efektów przewag Niemiec, o których pisała Eva), dlaczego Niemcy stać na finansowanie Unii, a nas stać na… milion złotych pomocy dla Libii.

* * *

Ciekawa uwaga, która padła w mediach z zawierusze kryzysu:

kiedy stopy procentowe obligacji sięgną 7-8 proc. [Hiszpanie płacą 6,45 proc., Włosi - 6,25 proc.], kraje wchodzą w śmiertelną spiralę zadłużenia: koszty obsługi długu rosną szybciej niż zdolność gospodarki, żeby go obsługiwać

Wyborcza

Nasze 5,9% to jeszcze nie 7%. To jeszcze nie “śmiertelna spirala zadłużenia”. Ale podduszanie i wyciek pieniędzy to już chyba tak.

Ale na takie czarne myśli wystarczy kilka pochwał od analityków…

– Wczoraj rentowność polskich obligacji 2-letnich wynosiła 4,53 proc., 5-letnich – 5,33 proc., a 10-letnich – 5,85 proc. Od początku miesiąca wzrosła minimalnie. Świadczy to o zaufaniu inwestorów do polskiego rządu – mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Gazeta Prawna

W rozmowie z PAP analityk Matteo Napolitano z ośrodka badawczego Economist Intelligence Unit (EIU) podkreślił, że rentowność polskich obligacji była ostatnio niższa, niż hiszpańskich, stało sie tak pierwszy raz od 12 lat. “Niższa rentowność polskich obligacji dowodzi, że rynek docenia zabiegi fiskalnej konsolidacji prowadzone przez polski rząd” – powiedział analityk.

Zachód.pl

… możemy się spokojnie dalej zadłużać. Wystarczy że nas pochwalą. Ja też bym chwalił tak dobrego (dobrze płacącego) klienta.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
- - -
dane: Eurostat

2011-08-23 9:33

Polska - mało płacy w GDP

Nawiązując do wpisu “Polscy tani robotnicy”, w którym pokazałem amerykańskie statystyki dotyczące prac w przemyśle przetwórczym, warto rzucić okiem na płace jako element dochodu narodowego (PKB = GDP). Otóż w Polsce nie jest z tym różowo.

Analizując udział płac w PKB wg Eurostatu, można wysnuć wniosek, że wynagrodzenia pracownicze nie są najważniejszym elementem polskiej gospodarki. Oczywiście w porównaniu z innymi państwami członkowskimi Unii.

Oprócz bardzo niskiego miejsca Polski w tym rankingu (państw unijnych i nie tylko) warto zauważyć trend spadkowy, który spowodował, że udział płac w polskim PKB zmniejszył się o 3% od 2001 roku.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

- - -

- dane: średni udział wynagrodzeń pracowniczych (Compensation of employees) w PKB za 2001-2010, zmiana 2010 wobec 2001.
- źródła: Eurostat

2011-08-15 22:32

Nie fair, Panie Premierze

Polska Izba Paliw Płynnych we wtorek 9 sierpnia wezwała do obniżenia podatków na paliwa:

“Nie możemy dzisiaj wykluczyć, że w przeciągu najbliższych kilkudziesięciu dni cena benzyny bezołowiowej ukształtuje się na poziomie 6 zł, a to oznacza że olej napędowy może kosztować 5,80 - 5,90 zł” - mówiła prezes Izby Halina Pupacz.

Wróżenie z fusów pod wezwaniem przewidywania cen jest już tak popularnym sportem, że nawet szefowie wydawałoby się poważnych instytucji branżowych o uprawiają. Tu jednak był totalny niewypał. Konferencję zwoływano, gdy ceny pracowicie pięły się w górę. 6 sierpnia było już po totalnym załamaniu notowań (“4 sierpnia - panika na giełdach, ropa spada o 6%”), a wróżby wypadły niepoważnie.

Jednak jeśli nad takimi zabawami można przejść do prządku dziennego, to zachowania Pana Premiera zasługuje na naganę. Oczekiwania Izby, by obniżyć akcyzę, w środę komentował premier Tusk:

Premier Tusk odniósł się do opinii ekspertów Polskiej Izby Paliw Płynnych, którzy uważają, że cena benzyny PB95 może wkrótce osiągnąć 6 złotych za litr i domagają się obniżenia podatków, w tym akcyzy. Zdaniem premiera, jest to działanie nieuczciwe.

Money.pl

więcej…

Tą wypowiedź traktuję jako inwektywę.

“Postulować obniżkę akcyzy po to, by skonsumować tę obniżkę samemu to jest coś, czego bym się najbardziej obawiał. Parę razy państwo polskie przeżywało taką sytuację, że obniżało akcyzę, wypływy do budżetu malały, natomiast ceny pozostawały bez zmian” - stwierdził premier.
PAP

Premier Tusk bardzo emocjonalnie odniósł się do żądań obniżenia akcyzy. Mówił o przyzwoitości, nieuczciwości, nazywał to inwektywą. Moim skromnym zdaniem nie na miejscu. Są to oczywiste żądania przedstawicieli biznesu, by nie niszczyć im rynku, a wysokie ceny niszczą popyt, to oczywiste.

Pan Premier wchodzi na płaszczyznę moralizatorską, a jednocześnie mówi rzeczy niepokojące.

Codziennie analizuję z ministrem finansów Jackiem Rostowskim i z szefami firm paliwowych możliwość działania także na akcyzie. Ale ewentualne działanie musi być umocowane w szerszym kontekście” - oświadczył w środę Tusk na konferencji prasowej

PAP

Czy szef rządu powinien spotykać się codziennie z szefami państwowych rafinerii? Być może, ale czy powinien z nimi analizować “możliwości działania nie tylko na akcyzie? Nie na akcyzie, to znaczy chyba też na cenach? Efekty są natychmiast. 12 sierpnia:

Orlen zamroził cenę paliw. Maksymalnie 5,19 zł za litr

Benzyna 95 na stacjach Orlenu może kosztować maksymalnie 5,19 zł za litr, a litr oleju napędowego - 5,14 zł.

Wyborcza

Orlen ogłasza taką decyzję po raz pierwszy, działając wbrew rynkowym standardom, które obowiązywały dotychczas. jak widać “codzienne analizy” przemówiły szefom firm paliwowych (w końcu premier to właściciel…) do wyobraźni.

Na nagrodę nie trzeba było długo czekać:

W Orlenie i Lotosie spadają ceny hurtowe paliwa. I właśnie dlatego dziś premier wyjątkowo pozytywnie ocenił zarządy obu tych firm, zapewniając, że nie ingerował w ich decyzje. - Ceny hurtowe podążają za tym, co dzieje się na rynku światowym, widać, że nie ma skoku na kasę w Orlenie i Lotosie - stwierdził Donald Tusk. - Marże są na granicy wytrzymałości obu firm.

Rzeczpospolita

Pan Premier pozytywnie ocenił… jasne, są wybory, trzeba dać trochę ulgi tym, którzy pójdą, a dzięki tańszej benzynie nawet pojadą do urn wyborczych. Ale widać, że Pan Premier gra nie fair.

Gani przedsiębiorców za to, że bronią swego rynku, a chwali firmy będące jego (państwa) własnością. I niestety widać, że zbyt intensywnie z nimi “analizuje” różne możliwości, bo powtarza bajki, które mu opowiadają. Mówienie bowiem, że marże są na granicy wytrzymałości obu firm o firmach, które biorą z rynku dwa razy większe marże niż rafinerie europejskie nie przystoi powadze urzędu premiera “państwa średniej wielkości”. Gdy na koniec lipca marżę rafinerii europejskich wynosiły 19 groszy na litr w benzynach, Orlen i Lotos brały po 40 groszy. W olejach napędowych europejskie zarabiały 28 groszy na litrze, polskie 57 groszy.

Grosze brzmią śmiesznie, ale gdyby to trwało cały rok, to ulubione polskie państwowe koncerny Pana Premiera zarobiłyby ekstra (poza tym, co zarabiają rafinerie europejskie) pięć i pół miliarda złotych (1 miliard 230 milionów w benzynach i 4 miliardy 240 milionów w ON). Więc rzeczywiście “marże są na granicy wytrzymałości obu firm“.


Podobnie niedawno to niepokojące zjawisko ogromnej “premii lądowej” widzieli analitycy DI BRE Bank:

I przy następnej konsultacji radziłbym Panu Premierowi, by zapytał tak wysoko przez siebie cenionych menedżerów, dlaczego w Płocku (tuż pod największą polską rafinerią) ceny na stacjach są tak wysokie jak w Zakopanem?

I jeszcze jedno: dlaczego pomimo tak fantastycznej “premii lądowej” sytuacja finansowa naszych kolosów nie jest najlepsza, a jednego trzeba nawet sprzedać?

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

2011-07-27 9:23

O pustych deklaracjach nt. rurociągu Odessa-Brody

Prezydent Komorowski był w Azerbejdżanie i znowu zapewnił, że “projekt ropociągu Odessa-Brody-Gdańsk jest nadal aktualny”. Taka informacja wybiła się na czołówki mediów:

Pozwoliłem sobie na kilka słów oceny dla PAP.

Eksperci o projekcie ropociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk

Niezależny ekspert Andrzej Szczęśniak podkreśla, że dyskusja nad projektem trwa od 1998 roku. “Z analiz wynika, że szlak, którym ropa miałaby być transportowana z Morza Kaspijskiego do Polski, jest nieopłacalny i nieperspektywiczny. W regionie Morza Kaspijskiego budowane i projektowane są obecnie trzy ropociągi - z Kazachstanu do Noworosyjska, przez Turcję, i negocjuje się miedzy Rosją, Bułgarią a Grecją połączenie Burgas-Aleksandropolis. Rurociągów w tym regionie jest dużo, a będzie jeszcze więcej” - zaznaczył.

Ekspert uważa, że “nie ma szans na zbudowanie połączenia Odessa-Brody-Płock-Gdańsk. “To coraz bardziej abstrakcyjna sytuacja, w której składane są puste deklaracje. Te deklaracje słyszymy już 13 lat” - powiedział.

Jego zdaniem Alijew “bardzo dobrze rozgrywa negocjacje surowcowe z Europą”. “On też doskonale wie, że połączenie do Polski nie jest perspektywiczne, bo jest mu taniej dostarczyć ropę na brzeg morski - czy to nad Morze Śródziemne ropociągiem Baku-Tbilisi-Ceyhan (BTC), czy nad Morze Czarne. Ma też zapewnione moce przesyłowe na najbliższe 20 lat. Planowana jest już rozbudowa połączenia BTC” - powiedział.

Podkreślił też, że obecny przesył surowca ropociągiem Odessa-Brody jest minimalny. “Łukoil przesyłał nim ok. 10-12 mln ton ropy rocznie, z północy na południe. Teraz przesyłane są nim niewielkie ilości na Białoruś. Rosjanie są zainteresowani eksportem ropy na Wschód, rozbudowując połączenie ESPO (Wschodnia Syberia-Ocean Spokojny). Wybudowali też terminale morskie i nie jest im potrzebny przesył przez Ukrainę” - zaznaczył.

PAP 2011-07-27

Jak się głębiej wczytałem w relacje, to sytuacja nie była tak jednoznaczna. Prezydent stwierdził: “musi być jasny biznes plan”.

Prezydent Bronisław Komorowski, który przebywa z sześciodniową wizytą na Kaukazie, zapewnił w poniedziałek w Baku, że projekt ropociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk jest nadal aktualny. Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew podkreślił, że jego kraj ma ropociągi i gazociągi, a ich możliwości nie są w pełni wykorzystane. Komorowski zapewnił, że jest wsparcie polityczne dla projektu ropociągu, ale - dodał - “by można było podjąć decyzję o wydaniu relatywnie sporych pieniędzy, musi być jasny biznes plan”.

PAP

Proponował także szukać rozwoju w innych sektorach współpracy gospodarczej:

W ocenie prezydenta, dobrze byłoby, gdyby “dobre perspektywy jeśli chodzi o współpracę polsko-azerską i europejsko-azerską w obszarze sektora paliwowego zostały uzupełnione o jak najżywsze kontakty biznesu w rożnych innych obszarach”.

Towarzyszący prezydentowi w wizycie prezes PERN Przyjaźń Robert Soszyński (także przecież wysoki działacz partyjny Platformy Obywatelskiej) wsparł głowę państwa:

Prezes PERN Przyjaźń Robert Soszyński, który uczestniczył w forum gospodarczym, powiedział natomiast polskim dziennikarzom, że trzeba przeanalizować zapotrzebowanie na ropę kaspijską w Polsce i “ewentualne zapotrzebowanie na tę ropę, gdyby przechodziła ona przez Gdańsk”. “Drugą kwestią jest sprawa wytyczenia tras i niezbędnych nakładów” - dodał. Jak powiedział, nie ma jeszcze odpowiedzi na kluczowe pytania w sprawie ropociągu Odessa-Brody-Gdańsk, a “kiedy one się pojawią, będzie można przystąpić do realizacji projektu”.

Sprawa jest dość prosta: projekt jest martwy na kilka dobrych lat. Jednak Polska wyraża polityczne wsparcie dla pomysłu, chociaż nie ma do tego podstaw biznesowych. To nasza standardowa polityka. Rok temu premier Tusk nadawał “nowy impet” dla gazu i ropy z Kaukazu:

Premier Tusk podkreślił, że Polska i Azerbejdżan zainteresowane są sfinalizowaniem projektu ropociągu Odessa-Brody-Gdańsk. Zaznaczył jednak, że realizacja tego przedsięwzięcia zależy od większej liczby państw.

- Dzisiaj w czasie rozmów i z premierem i z Panem prezydentem i w parlamencie, wszyscy dochodziliśmy do wniosku, że teraz jest ten moment, aby nadać sprawie nowy impet - zaznaczył szef polskiego rządu.

Teraz, czyli ponad rok temu…

Wtedy doszedłem do wniosku, że “prowadzona przez Polskę zagraniczna polityka bezpieczeństwa energetycznego nie zmieniła się od roku 2006, czyli rządów PiS-u”. Dzisiaj, wobec jasnej już perspektywy powrotu PiS do władzy, można dodać jedynie, że PO tylko deklaruje i nic nie robi (co może być rozsądną taktyką w naszej sytuacji), natomiast PiS chciał tego dokonać i podejmował działania, które do tej pory sporo nas kosztują. Ot i cała różnica strategiczna. między dwoma zwalczającymi się kandydatami do władzy.

NaftaGaz.pl